PiszęW mojej duszy

Czy każdy z nas tak ma?

         Nowy rok, a wraz z nim postanowienia. Najczęstszym z nich jest schudnąć, najlepiej bezwysiłkowo i od razu dziesięć kilo. Tak, aby koleżanki na nasz widok zgubiły adidasy. Chcemy wyglądać pięknie i młodo. Skrupulatnie, z dokładnością szwajcarskiego zegarka liczymy kalorie z pożywienia, rozbijając je na części pierwsze w postaci białek, węglowodanów i tłuszczy.
Mamy cel, wiemy do czego dążymy. Tym razem się uda. Za rok, na Sylwestra założymy taką kieckę, że fotki wrzucone na nasz instagram, będą mogły bez obaw konkurować z fotkami najczęściej śledzonych celebrytów. Chcemy odpowietrzyć nasze kaloryfery, zbyt mocno napęczniałe po minionej świątecznej biesiadzie. O dziwo, reszta świata myśli tak samo!!!
Marketingowcy światowych korporacji czytają w naszych myślach. Spieszą nam z pomocą zaopatrując markety spożywcze we wszystko, co potrzebne do realizacji naszego celu. Trzeba jak najlepiej wykorzystać pięciominutową fazę na pogoń za ciałem doskonałym. Następna taka dopiero na wiosnę, kiedy to wszyscy będą myśleć o bikini. 

W osiedlowym sklepie właśnie trwa sprzedaż wszystkiego, co do realizacji noworocznych postanowień niezbędne. Termoaktywne koszulki, spodnie, staniki – wszystko za pół darmo. Nieważne, że potem na ścieżce biegowej wyglądamy tak samo. Komu by  to nie przeszkadzało?
Tego dnia nastawiłam sobie budzik na szóstą rano. Musiałam szybko wstać, wziąć orzeźwiający prysznic, ugotować jajka i zjeść je z kromką pieczywa pełnoziarnistego. Wolałabym bułkę pszenną z nutellą, a nie te jajca dzień w dzień. Oby tylko moje starania przyniosły pożądany efekt. Przeżuwałam kęs za kęsem przeglądając przy tym promocyjną gazetkę. Za chwilę ustawię się w rzędzie z wszystkimi, co także mają postanowienia. Zawalczę o najnowszą matę do ćwiczeń, w kolorze zielonym. Wypatrzyłam ją sobie już dawno – w gazetce oczywiście.
Zielony to kolor nadziei, a ja ma nadzieję pozbyć się tego przeklętego brzucha raz na zawsze. Mam już serdecznie dość obciskających gaci w kolorze kawy inki. Chętnie zamieniłabym je na krwistoczerwone stringi, na których widok moim potencjalnym kochankom spodnie same spadałyby do kostek.
Jestem singielką dobiegającą do magicznej trzydziestki. Na pozór nie dbam o pozory. Uchodzę za osobę zdystansowaną i pełną życiowego luzu. Wypracowałam sobie wśród znajomych, właśnie taki obraz siebie samej. Nigdy na nic oficjalnie nie narzekam. Chętnie dzielę się swoją życiową energią z tymi, którzy jej potrzebują. Nawet wtedy, gdy sama chętnie bym tej energii od kogoś zaczerpnęła. Jestem otwarta na ludzi, ale moja otwartość jest taka, na jaką sama sobie pozwala. Cały mój życiowy balans jest misternie skonstruowany i zaplanowany do tego stopnia, że bywa nim zmęczona. Zmęczenia jednak nie nazywam po imieniu zmęczeniem – wolę mawiać, że wszystko jest ok. Amerykański styl życia. Wiesz o czym mówię?
 
Udało się, dojechałam na czas. Za chwilę rozsuną się szklane drzwi oddzielające mnie chwilowo od pożądanego towaru. Muszę być czujna. Wszyscy na raz, jeden przez drugiego, rzucą się na towar. Nic dziwnego – nie codzień zdarza się taka okazja! Ostatni raz stałam w takiej kolejce, kiedy sprzedawali gumowe laczki po okazyjnej cenie. Co z tego, że dorwałam trzy pary, jak w momencie, gdy chciałam je przymierzyć, jakiś dziadek wyrwał mi z rąk te, w kolorze różowym. Właśnie te, na których najbardziej mi zależało. O mało się z nim wtedy nie pobiłam. Po całej akcji obiecałam sobie, że już nigdy, przenigdy nie wezmę udziału w tym całym promocyjnym cyrku…a jednak. Znowu tu jestem. Obym tym razem z nikim nie musiała się bić. Najważniejsze to mieć plan! Najpierw wezmę zieloną matę, bo one schodzą najszybciej, później chwycę ciężarki, a na koniec jak się uda, to kupię termoaktywny stanik. Jak nie, to trudno. Itak ćwiczę w domu, więc przed ekranem laptopa nie muszę wyglądać jak królowa fitnessu. Ostatecznie ten stary jeszcze  trochę mi posłuży.

Czy zauważasz w sobie cechy bohaterki którą opisałam? Celowo nie nadałam jej imienia…Pomyśl, o tym…

Ściskam Ciebie ciepło moja czytelniczko/czytelniku i cieszę się, że tu jesteś. 

Ania

459total visits,4visits today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz rozwiąż zadanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge