Piszę

Na nowy rok

image_pdfimage_print

Ale czy masz odwagę? Czy masz odwagę pokazać światu swoją pracę? To pytanie zadałam sobie dawno temu. Im dłużej zastanawiałam się nad odpowiedzią, tym większe miałam wątpliwości. Jednak gdzieś na dnie mojego serca wszystko krzyczało “TAK, JESTEŚ ODWAŻNA I MOŻESZ TO ZROBIĆ”.

Postanowiłam oddać się swojej pracy bez reszty. Otwarcie, pilnie i ufnie każdego dnia uczyłam się nowych rzeczy. Wierzyłam, że jeśli będę z uporem maniaka wykonywać swoja pracę dzień po dniu, ale tak naprawdę szczerze, dosłownie dzień w dzień, chociażbym miała na nią poświęcić jedynie pięć minut (ale codziennie) – To pewnego poranka rozkwitnę i poczuję, że moje marzenie się spełniło. Dotrę do punktu, którego przekroczenie będzie stanowiło początek reszty mojego nowego życia. 

Byłam cierpliwa mimo, że gdy opowiadałam o swoim pomyśle, większość ludzi uśmiechała się pod nosem, a ich spojrzenie bezgłośnie informowało mnie o tym, że jestem szalona. Niektórzy nawet mówili na głos, że tego nie da się zrobić “Anka nie w Polsce”, “Trzeba mieć plecy”, “Trzeba mieć znajomości”!!! Denerwowałam się dlatego, że po pierwsze nie cierpię jak mówi się do mnie “Anka” – od dziecka tego nie lubię. Kiedy ktoś tak mnie nazywał, zawsze wracałam z podwórka ze łzami w oczach wielkimi  jak grochy, tylko po to, aby poskarżyć się mojej mamie. Po drugie dlatego, że uważam iż stwierdzenie, że w Polsce nie da się czegoś zrobić wymyślili Ci, którzy właśnie tego zrobić nie potrafią. 

Zawsze wierzyłam w spełnienie marzeń. Nawet wtedy, gdy po rozwodzie z moim pierwszym mężem, bez grosza przy duszy zostałam sama z małym dzieckiem – MIAŁAM MARZENIA. Moja mama strasznie się martwiła, że nie będę miała dachu nad głową. Pamiętam strach w jej oczach. Odpowiadałam “Mamo, Ty się nie martw! Ja jeszcze kiedyś zaproszę Cię do mojego pięknego domu z ogrodem”. Minęło już wiele lat. Dziś, kiedy piję z mamą kawę na tarasie, wspominamy te czasy. Mama wtedy się śmieje, że jestem czarownicą, że wszystko co sobie wymarzę, powoli krok po kroku osiągam. Bez nerwów, bez napinki, że musze teraz, zaraz i już. Po prostu powoli smakuję życie małą łyżeczką bo wiem, że nie warto pędzić. Skoro początkiem naszego życia jest moment narodzin, a końcem nasza śmierć, to…przecież czas mojego życia nie zmieni się wcale niezależnie od tego, czy będę biegła jak struś, czy po prostu usiądę na przysłowiowym tyłku po to, aby zastanowić się, czy oby napewno tego dystansu nie da pokonać spokojniej…może na rowerze?

Cały 2016 rok,  był dla mnie rokiem przełomowym. Straciłam pracę, z którą wiązałam swoją przyszłość. Przeszłam operację, po której okres rekonwalescencji uświadomił mi, że tak naprawdę…nie miałam czasu na życie. Marzyłam, owszem, ale dość często na marzeniach się kończyło. Mówiłam o marzeniach mężowi. Odpowiadał – przestań mówić, zacznij działać! Mam w nim wielkie oparcie. Jest kibicem wszystkiego, co wymyślę. Począwszy od drobnych spraw codziennych, po tematy wymagające większego zaangażowania. Kiedy chcę utłuc schabowe – jemy schabowe. Kiedy przeżywam fazę na wszystko co BIO – jemy wszystko co BIO, kiedy chcę nowych mebli – jeździmy pół dnia po sklepach tylko po to, abym na koniec stwierdziła, że jednak te stare meble są jeszcze ok, a pieniądze, które wydalibyśmy na ich zakup lepiej przeznaczyć na fajne wakacje. Dziwię się czasami, dlaczego mój mąż mi się nie sprzeciwia. Kiedyś zapytałam : “Przemcio, dlaczego Ty się zawsze na wszystko zgadzasz?” Usłyszałam – “Bo odmowa, wymaga uzasadnienia”;-)  

Przyznaję, często nie potrafię ustąpić. Jestem uparta. Walka ze mną na argumenty, nie jest łatwa do wygrania. Kiedy już wszystkie mi się kończą mawiam “Urodziłam dzieci” – ….trudno wymyślić kontrargument po usłyszeniu czegoś takiego,  a że mój Przemysławek, nie lubi się ze mną sprzeczać – nigdy mi nie odmawia i koło się zamyka 😉 

Tak więc wracając do tematu, na przekór wszystkiemu żyję w kraju, który podobno trudnym jest do tego, aby wieść w nim życie takie o jakim się marzy. JA NIE NARZEKAM. Uważam, że nasze życie jest odbiciem myśli krążących w naszym umyśle. Mimo, że miewam złe nastroje, zdecydowanie częściej miewam te dobre. Emocjonalnie, duchowo i intelektualnie odbieram nowe kolory poniedziałku, wtorku i zwykłej środy. Kocham dźwięki czwartku i piątku, a najbardziej lubię sobotni i niedzielny dotyk miłości. Nie boję się ryzykownych decyzji, nieznanych przeżyć, nieludzkich przedsięwzięć, czy nawet porażki. Porażka zadaje mi pytanie, czy tak naprawdę chcę kontynuować robienie danej rzeczy. 

Oczywistym jest, że tworzenie tego co nowe wymaga poświęcenia, oddania i zaangażowania. Kiedy słyszę “Oj jak Ty się męczysz, odpuść. Przecież nie wiesz czy to wypali. Wrzuć na luz” – myślę sobie, że gdyby to co robię było proste, i nie wymagało ode mnie wyjścia ze strefy własnego komfortu – robiliby to wszyscy. Na swój sposób czuję się wyjątkowa i wybrana. Lubię ten stan.

Kiedyś często skupiałam się na tym, czego nie chcę. Dziś częściej skupiam się na tym, co chcę osiągnąć. Dlatego wiodę życie interesujące. 

W tym nowym 2017 roku, chciałabym Wam, czytelnikom mojego bloga życzyć tego, abyście nie bali się żyć kreatywnie. Chciałabym Wam życzyć zakochania się w tym, co z pozoru jest niemożliwe do osiągnięcia. Jak powiedział kiedyś Walt Disney “Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz także to osiągnąć”. 
Nie żyjmy idealnie – idealność jest wrogiem tego co dobre, realistyczne i najzwyczajniej w świecie zabawne.  Nie bierzmy życia zbyt serio. Bądźmy w nim obecni. Nie dążmy do perfekcji, bo zmarnujemy tylko czas, a jego nikt nigdy nam nie odda. 

Obiecałam sobie, że dziś trochę poprasuję a po chwili stwierdziłam, że napiszę ten post po to, aby mój blog znowu zaczął “ŻYĆ”. Przez to, że zawsze chciałam mieć wszystko idealnie poprasowane, ugotowane i przygotowane, zaniedbałam relacje z Wami…Kiedyś dostawałam wiele listów…dziś dostaję ich jak na lekarstwo. Bywa, że nie pisze nikt …

Czego życzę sobie? – Kontaktu z drugim człowiekiem. Tego namacalnego w świcie realnym wtedy, gdy wylogowuję się do życia oraz tego, w świecie mediów społecznościowych – oba są dla mnie równie ważne.

Nie myślmy o sobie zbyt serio – o nas nikt tak nie myśli. To, co przeszkadza nam w drugim człowieku często jest naszą wadą. Kiedy to sobie uświadomiłam, przestałam narzekać. 

Sukces zależy od trzech rzeczy – talentu, szczęścia i wytrwałej dyscypliny. Dwie spośród tych trzech wymienionych rzeczy nigdy nie będą zależne od nas. Jedynym na co mamy wpływ jest oczywiście nasza dyscyplina. Myślę, że dzięki niej moje marzenia się spełniają. Miejmy odwagę tę dyscyplinę utrzymać nawet, gdy wszyscy wokoło nam powtarzają, że to niemożliwe. 

NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH!!!

Przekonałam się o tym wczoraj…Chociaż jeszcze pozostanę tajemnicza, uwierzcie mi proszę na słowo: 

WARTO MARZYĆ I NIGDY SIĘ NIE PODDAWAĆ!!! 

Wszystkiego, co najlepsze w nowym 2017 roku kochani <3 

Ściskam ciepło

Ania

IMG_0798

1171total visits,6visits today

2 thoughts on “Na nowy rok

  1. Ania jesteś super☺
    Właśnie przeczytałam to czego sobie życzysz na Nowy Rok i ja Tobie też tego życzę!!!
    Przypadkiem znalazłam Twoją stronkę i stwierdzam,że jesteś mega pozytywną osóbką…oby nas takich było więcej.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę sukcesów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz rozwiąż zadanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge