W moim świecie

Oby mi włos z głowy nie spadł – moje włosomaniactwo :-)

Odkąd pamiętam zawsze nosiłam długie włosy. Kiedy byłam małą dziewczynką, dbała o nie moja ŚP. babcia. Myła je szamponem “Familijnym”, następnie robiła płukankę z pokrzyw i skrupulatnie je rozczesywała tam, gdzie zdołała mnie złapać. Czasami odbywało się to…pod stołem :-). Tak, tak…kiedyś bardzo nie lubiałam się czesać. Moje włosy były też oczkiem w głowie mojej mamy. Nie pozwoliła mi ich obciąć “po komunii”. Uważała, że są moją największą ozdobą. Czesała mi dobierane warkocze i sama podcinała od czasu do czasu. Im byłam starsza, tym bardziej sama polubiłam moje włosy. Jako mała dziewczynka miałam praktycznie białą głowę. Z czasem jednak włosy ściemniały, do koloru ciemnego blondu. Coraz częściej słyszałam, że nie jestem już “taką” blondynką, tylko już jestem trochę “inną” blondynką (cokolwiek by to oznaczało). Jako młodziutka dziewczyna tak wzięłam sobie to do serca, że coraz częściej myślałam o tym, aby dopomóc trochę mojej blond czuprynie.

Aż do końca liceum mojej mamie udawało mi się tą “pomoc” wybijać z głowy. Cały czas nosiłam długie, zdrowe, mocne naturalne włosy. Jednak pewnego dnia…przekonałam mamę i po raz pierwszy sama zrobiła mi na głowie kilka jaśniejszych pasemek (mama kiedyś była fryzjerką). Cieszyłam się ogromnie. Znowu byłam prawdziwą blondynką a nie taką inną 😉 . Tak to już jest, że jak spróbujemy czegoś raz, to potem chcemy więcej i więcej i..tak zaczęła się powolna droga do zrujnowania moich pięknych włosów. Od tego momentu regularnie rozjaśniałam mniej lub bardziej swoje włosy, aż przez 10 lat!!! Mimo rozjaśniania starałam się jednak bardzo o nie dbać. Zawsze używałam kosmetyków do profesjonalnej pielęgnacji. Byłam rasową blondyną i…szczerze dobrze czułam się w tym kolorze.

Wyglądałam tak :

IMG_7165

IMG_8141

W pogoni za idealnym kolorem straciłam gdzieś instynkt samozachowawczy. Póki jeszcze mieszkałam w Kołobrzegu miałam cudowną fryzjerkę Asię, pracującą wtedy w salonie “Brandt”. Pani Asia wiedziała, jak traktować moje włosy. Odwiedzałam ją co 3-4 miesiące i…wtedy to jeszcze jakoś wyglądałam. Dramat zaczął się wtedy, gdy przeprowadziłam się do Szczecina i rozpoczęłam poszukiwania idealnego fryzjera. Wystarczyło, że kilka razy oddałam swoją głowę w ręce tych  najlepszych “specjalistów” i…na mojej głowie powstał dramat…

Jak dziś pamietam…byłam wtedy w ciąży z Lilunią. Czułam się strasznie. Byłam gruba i opuchnięta. Chciałam sobie poprawić nastrój wizytą u fryzjera. Tak trafiłam do Pani, nazwijmy ją umownie Jadzią. Tak więc Jadzia sprawiła, że po moich pięknych blond włosach pozostało jedynie wspomnienie… Położyła mi na głowę rozjaśniacz używając wody 12% i grzebała się z pasemkami blisko 5 godzin…kiedy od niej wyszłam wyglądałam jak kurczak po chemioterapii. Nie dość, że byłam gruba i opuchnięta, to jeszcze do kompletu nie miałam połowy włosów…Płakałam i jadłam, jadłam i płakałam na zmianę. Ciąża przebiegała fatalnie. Nie mogłam się zbytnio ruszać. Pogrążałam się tylko w swojej nieatrakcyjności.

Nigdy nie ukrywałam, że fizyczność jest dla mnie bardzo ważna. Dbam o swoje ciało, lubię się w nim czuć dobrze. Włosy są jego częścią. Lubię mieć je zadbane i błyszczące. Włosy i dłonie to wizytówka kobiety. Zawsze znajduję czas na cotygodniowy manikiur (sama kładę sobie hybrydę). Jestem “Zosia samosia”, wiem, co dla mnie najlepsze. Ale przecież miałam pisać o włosach…

Jako oskubany kurczak po chemioterapii, chodziłam do porodu… Poużalałam się nad sobą jeszcze kilka miesięcy, ale kiedy urodziłam śliczną zdrową córeczkę, już na porodówce zapowiedziałam mężowi, że nadchodzi rewolucja pt. “Ania wraca do formy”. Powrót do formy oznaczał dla mnie rozprawienie się z wszystkim tym, co na jakiś czas utraciłam. Sylwetkę – w imię sprawy 😉 i seksowne piękne kobiece włosy. Które tak bardzo kochałam.

Jak wróciłam do sylwetki to już wiecie, piszę o swojej aktywności każdego dnia na swoim funpageu na facebooku, natomiast jak odzyskałam swoje włosy? Zaraz opowiem.

Powrót do sylwetki zdecydowanie był szybszy. Jednak powrót do czupryny trwał nieco dłużej. Jak wiadomo włosy rosną około 1 – 1,5 cm w ciagu miesiąca. Wydawałoby się, że wolno. Kiedy farbujemy włosy, przeklinamy “odrosty”, jednak kiedy przestajemy je farbować, każdy chociażby milimetr nowych włosów cieszy ogromnie.

Podjęłam postanowienie – po pierwsze KONIEC Z FRYZJERAMI!!! Nikt już ze mnie kurczaka nie uczyni!!!
Po drugie – rozpoczynam od zera kompletną renowację włosów. Przestaję je farbować!!! 

Spędziłam wiele godzin na czytaniu w internecie porad dotyczących pielęgnacji włosów. Powoli, krok po kroku ratowałam to, co miałam. Na początku wyglądałam okropnie. Odrost wyglądał fatalnie. Znowu czułam się zaniedbana. Jednak…prawda jest taka, że jak ktoś Ci za przeproszeniem “spieprzy” koloryzację to..nie ma odwrotu. Musisz poczekać na to, aż Twoje włosy odrosną. Moje były w opłakanym stanie. Nie były już takie gładkie i lejące jak kiedyś. Nie były też idealnie proste. Zaczęły się falować i były strasznie suche. W dotyku przypominały sztuczne włosy lalki, a kiedy je myłam nie potrzebowałam suszarki, bo wystarczało mi przetarcie ich ręcznikiem i…już były suche. tak bardzo były zniszczone.

Specjalnie robiłam sobie zdjęcia, aby widzieć efekty swojej pielęgnacji. Tak więc w lipcu 2013 r. wyglądały tak:

lipiec 2013

Podzielę się teraz z Wami naturalnymi sposobami na pielęgnację włosów. “Przepisy”, na te działania pochodzą z internetu, oraz z moich osobistych doświadczeń. Niestety nie potrafię podać dokładnie wszystkich źródeł, ponieważ nie sądziłam, że kiedykolwiek będę opisywać historię swoich włosów.

Przez cały czas pielęgnacji aż do dziś stosuję :

  1.  Naturalne maseczki do włosów.żółtko
    łyżeczka miodu (naturalnego)
    1/2 łyżeczki oliwy z oliwek (lub ulubionego oleju do włosów, który aktualnie mam w domu)
    1/2 łyżeczki mączki ziemniaczanej
    2 łyżeczki maski – drogeryjnej Twojej ulubionej (polecam maskę Alterra, do nabycia w Rossmanie)
    1/2 łyżeczki olejku rycynowego – kupuję w aptece
    kilka kropel soku z cytryny
    kilka kropel nafty kosmetycznej
    2 kapsułki wit. E – kupuję w apteceWszystko razem mieszam i nakładam na kilka godzin na włosy. Całość przykrywam foliowym czepkiem (często jest to zwykła jednorazówka z biedronki, oraz grubym podgrzanym (np. na kaloryferze) ręcznikiem.Po takiej kuracji moje włosy są genialnie odżywione.Maseczka piwna – Mieszamy dwa żółtka z trzema łyżkami piwa do konsystencji papki, którą nakładamy na włosy i owijamy woreczkiem foliowym. Po pół godzinie zmywamy ją pod bieżącą wodą i myjemy włosy szamponem

    Maseczka z olejku rycynowego – W pierwszej fazie ratowania włosów bardzo często ją stosowałam. Należy podgrzać dwie łyżki oleju rycynowego (jest bardzo gęsty) dodać żółtko i łyżeczkę soku z cytryny. Powstałą miksturę nanieść na całe włosy lub ich końce, nałożyć na głowę filię i owinąć ręcznikiem. Po 30 minutach spłukać włosy i umyć zwykłym szamponem. Aby włosy miały ładny połysk należy zastosować przy ostatnim płukani tzw. “szok zimna” – czyli polać strumieniem zimnej wody.

  2. OlejowanieKiedyś robiłam to codziennie na noc. Teraz wystarczy, że olejuję swoje włosy raz w tygodniu. Polecam całym sercem oleje marki Khadi. Sprawiły, że moje włosy rosły zdecydowanie szybciej i stawały się coraz silniejsze. Używam także kuchennego oleju kokosowego, oraz olejów “Babuszki Agafii”, które regularnie nabywam na stronie internetowej skarbysyberii.plOlejowanie polega na smarowaniu odżywczym olejem całej głowy. Ja olejuję również skórę głowy. Dzięki temu, ich odżywcza moc przenika do cebulek. Wzmacnia je i zapobiega przedwczesnemu siwieniu.
  3. Płukanki:Jedną z moich ulubionych płukanek jest płukanka z cytryny i octu. Trzeba ją przygotować z 1/2 litra ciepłej , przegotowanej wody, soku z połowki cytryny i łyżki octu winnego. Płynem płuczemy wilgotne włosy.
    Do płukania moich blond włosów używam także zwykłej herbatki rumiankowej. Wrzucam kilka torebek do miski, zaparzam rumianek, czekam aż ostygnie i płuczę taką herbatką włosy. Pachnę póżniej jak letnia łąka 🙂 Moje włosy bardzo to lubią.
  4. Wcierki: 
    Aby włosy szybciej mi rosły stosowałam wcierkę Farmona “Jantar”. Aktualnie do nabycia w Rossmanie. Moje włosy po niej potrafiły urosnąć nawet 2,5 cm miesięcznie. 
  5. Laminowanie włosów żelatyną (doraźnie – raz w miesiącu stosuję do dziś).
    Jakie efekty daje laminowanie włosów żelatyną?
    Wygładzenie, połysk, miękkość, brak puszenia, włosy są grubsze, cięższe, „mięsiste”, końcówki łatwe do rozczesania, mniej się plączą.Co będzie potrzebne do laminowania włosów w domu?
    – żelatyna spożywcza
    – miseczka
    – ciepła woda
    – odżywka (z dodatkiem olejków w składzie) lub olej (używany do olejowania włosów)
    – folia (np. torebka foliowa)
    – ręcznikJak laminować?

    1 łyżkę żelatyny rozpuść w 3 łyżkach bardzo ciepłej wody, dokładnie wymieszaj aż znikną grudki. Odstaw miseczkę z rozpuszczoną żelatyną do ostygnięcia, a w tym czasie umyj włosy i lekko osusz ręcznikiem. Jeśli żelatyna lekko wystygła i ma konsystencję żelu do mycia ciała, dodaj około łyżki odżywki lub oleju i rozprowadź na włosach, dokładnie przeciągając palcami z żelatyną po każdym kosmyku. Uwaga: jeśli do żelatyny dodałaś olej, uważaj z rozprowadzaniem mieszanki na skórze głowy – niektóre oleje ciężko się spłukują i włosy przy skórze głowy mogą wyglądać na tłuste i nieświeże.
    Owiń włosy szczelnie folią (możesz wykorzystać zwykłą torebkę foliową) a następnie ręcznikiem i pozostaw na co najmniej 45 minut. Dokładnie spłucz.
    Ciepło potęguje efekt uzyskany podczas laminowania, dlatego zamiast owijania głowy możesz wysuszyć włosy z rozprowadzoną na nich żelatyną ciepłym strumieniem powietrza z suszarki, a następnie umyć je delikatnym szamponem.

    O czym należy pamiętać laminując włosy w domu?

    Jest to zabieg, którego nie należy wykonywać podczas każdego mycia włosów, ponieważ zbyt duża ilość protein z żelatyny sprawia, że włosy stają się suche, matowe i sianowate. Laminuj włosy tylko na specjalne okazje lub co 3-4 mycia.

    Efekt jest natychmiastowy i doraźny. Laminując włosy pamiętaj o stosowaniu kuracji nawilżającej i odżywczej.

    W tej chwili moje włosy mają kolor naturalny. Nie farbuję ich wcale. Ostatnio wybrałam się do fryzjera na pasemka, ale jak mu wcześniej nagadałam to biedny się tak wystraszył, że zrobił kilka pasemek i to takich, których wcale nie widać. 

    Koniecznie muszę wspomnieć, że nigdy przenigdy nie stosuję żadnych prostownic. Mam na nie alergię ;-).  Włosy podcinam co 4-6 miesięcy. Cały czas pozbywam się resztek moich starych kurczakowych spalonych włosów. Suszarkę również staram się omijać. Wiadomo, w okresie zimowym trudno się bez niej obyć, natomiast latem nie stanowi to dla mnie żadnego kłopotu. 
    Jeśli chodzi o częstotliwość mycia to robię to codziennie. Zawód, który wykonuję po prostu mnie do tego zmusza. Po treningu mam włosy mokre od potu i nieświeże, wiadomo.

    Nie zapominajmy, jak istotną w walce o włosy jest…odpowiednia dieta, która powinna być zbilansowana, czyli powinny znaleźć się w niej różne składniki odżywcze, których źródłem są: owoce, warzywa, chude mięso, produkty pełnoziarniste, rośliny strączkowe, orzechy, tłuste ryby oraz niskotłuszczowy nabiał. Dieta a włosy, to chyba materiał na kolejny post 😉 Jeśli będziecie ciekawi, to oczywiście również taki napiszę. 

    Poniżej fotki dokumentujące postępy mojej pielęgnacji : 

    Listopad 2013

    włosy listopad 2013
    Maj 2014

    maj 2014


    Póżniej już było tylko coraz lepiej. 

Aktualnie moje włosy wyglądają tak : 

IMG_0085
IMG_0176
IMG_0315

IMG_0794

Doprowadzenie ich do stanu w jakim są zajęło mi prawie 4 lata. Obchodzę się z nimi jak z jajkiem. Bardzo je lubię, po prostu. Staram się im nie przeszkadzać, nie dokuczam im koloryzacjami i innymi z pozoru “upiększającymi” zabiegami. Póki nie siwieję nie chcę ich farbować. Kolor blond wydobywam poprzez stosowanie naturalnych sposobów (rumianek, sok z cytryny) oraz rak na dwa, trzy tygodnie stosuję szampon, odżywkę i spray John Frieda go blonder. Stosuję go naprawdę okazjonalnie. Po jego użyciu mam “rozświetlone” włosy. 

Uwielbiam kupować kosmetyki do włosów. Wypróbowuję, sprawdzam, testuję. Sprawia mi przyjemność “taplanie” się w tych wszystkich maziach i zapachach 🙂 Moja aktualna kolekcja wygląda tak :

IMG_0815
IMG_0829

Co chwilę coś przybywa i coś ubywa. 

Produkty drogeryjne, które polecam : 

  • Seria Long 4 Lashes – szampon, odżywka i serum ( po prostu genialne ) zwłaszcza serum. Włosy rosną po nim jak szalone. Czekam na promocję w rossmanie i z pewnością zrobię sobie zapasy. 
  • Wcierka Jantar Farmona (pisałam o niej wyżej) 
  • Olej Khadi (do kupienia na khadi.pl )
  • Serum Lumino Contrast Loreal Professional (idealne do blondów)
  • Maska stymulująca wzrost włosów Love 2 Mix – do kipienia na skarbysyberii.pl 
  • Szampony i odżywki marki Biovax
  • Odżywka Nivea long repair z olejkiem babassu – mam ją ciągle. Kupuję na promocjach po kilka opakowań. jest wprost cudna. 
  • Szampon Johnsons Baby – idealny do oczyszczania moich włosów – podkradam go córeczce.
  • Serie Garnier Fructis – lubię wszystkie odżywki. 
  • Kosmetyki do pielęgnacji Babuszki Agafii – kupisz na skarbysyberii.pl
  • Gliss kur – odżywki w sprayu. Kiedy się spieszę, są idealne 🙂 

Bardzo się rozpisałam… mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i że ten wpis będzie motywował do walki o zdrowe włosy. Przyznam szczerze, że kiedy miałam pofalowane z powodu spalenia włosy…miałam ochotę sięgnąć po prostownicę. Lecz takie rozwiązanie, tylko by pogorszyło sytuację. Uzbroiłam się więc w cierpliwość i dzień po dniu, krok po kroku, powolutku wyprowadzałam moje włosy “na prostą”. Dziś bardzo ostrożnie podchodzę do koloryzacji. Ale wiecie co? Mam jedną fryzjerkę “na oku” – wybiorę się do niej, póki co na podcięcie końcówek. Chciałabym zaufać komuś tak, jak kiedyś ufałam Pani Asi…

Nie poddawaj się. Cokolwiek robisz, pamiętaj, że wszystko do dobre i wartościowe, wymaga czasu. Nie schudniesz w tydzień, nie nauczysz się języka obcego w tydzień, ani też nie odbudujesz swojej zniszczonej czupryny w tydzień… Daj sobie czas i myśl pozytywnie. Życzę Ci powodzenia. 

Ściskam ciepło 

Ania – trenerka włosomaniaczka 😉 

1087total visits,3visits today

7 thoughts on “Oby mi włos z głowy nie spadł – moje włosomaniactwo :-)

  1. Aniulka jak długo wcierasz wcierkę Jantar?? masz jakiś łatwy sposób by wciereczka dobrze była wmasowana? ten post ogromnie mi się przydał 😀
    po nim odrazu pobiegłam do sklepu na zakupy 😀

    1. Kochana ja ją wcieram okresowo. Na opakowaniu jest napisane jak wcierać i ja się do tego stosuję. Przelewam ja jednak do butelki z atomizerem, psikam na skalp i wcieram opuszkami palców 🙂

    1. Ja swoje włosy myję codziennie. Mi też się przetłuszczają i jedyna rada, to po prostu codziennie je myć 😉 To wbrew pozorom wcale im nie szkodzi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz rozwiąż zadanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge