Home WEWNĘTRZNA RÓWNOWAGA Czego uczy koronawirus? Moje życie na kwarantannie.

Czego uczy koronawirus? Moje życie na kwarantannie.

Przez Anna H. Niemczynow

Wszystko, co się dzieje, dzieje się dla mojego dobra. Wszystko, co dostaję od życia, służy mojemu rozwojowi. Wszystko jest potrzebne. Akceptuję życie w całości takim, jakie jest.

To jedna z moich ulubionych afirmacji, którą często zapisuję w swoim dzienniku, by przypomnieć sobie, co jest naprawdę ważne. Jej słowa w ostatnich dniach trafiają do mojego wnętrza jeszcze mocniej.

Jak każdy mam swoje przemyślenia na temat tego, co dzieje się na świecie i mimo licznych próśb, do tej pory odmawiałam wyrażania swojego zdania. Bo co tu się wymądrzać? Człowiek jest takim mądrym, wszechwiedzącym stworzeniem: latamy w kosmos, budujemy nowe miasta, przekraczamy granice i wydaje się nam, że jesteśmy niezniszczalni, aż tu nagle taki „zwykły” wirus zamyka nas w domach i sprawia, że czujemy bezsilność. 

Cóż mądrego można powiedzieć  w sytuacji, kiedy na świecie umierają ludzie? Przecież nie tylko chorzy tracą. Tracą również zdrowi…pracę, środki do życia, jako taki spokój, poczucie bezpieczeństwa. 

Zamiast rozprawiać o tym, co się dzieje, ostatni czas poświęciłam na jeszcze głębszą medytację. 

A może to wszystko jest po coś? 

Może stoi za tym ukryty cel? 

Pomyśl tylko, ilu ludzi przed „tym wszystkim” narzekało, że ma dość pędu. Ilu mówiło, że już nie daje rady i na głos zadawało pytanie: do czego to wszystko zmierza? 

Ja sama miałam poczucie, że zaczyna mnie przygniatać nadmiar. Nadmiar wiadomości, książek, obrazów, informacji, porad. I chociaż wydawało mi się, że prowadzę spokojne życie, dopiero podczas kwarantanny zauważyłam, jak daleko mi było do spokoju. Ciągle z zegarkiem w ręce, aby zawieźć, przywieźć, ugotować, popracować, sprzątnąć. Mimo, że mam nienormowany czas pracy i wydawałoby się, że mogę ją dowolnie zaplanować, to codzienność wymagała ona ode mnie żelaznej wręcz dyscypliny. Nie, nie narzekam. Absolutnie! Cały czas twierdzę, że matki pracujące na „sztywnych” etatach, mają o wiele trudniej. 

Teraz jest inaczej. Spokojniej. Tak, jak jeszcze nigdy dotąd. Zatrzymałam się tak naprawdę i zaczynam jeszcze bardziej dostrzegać, co jest tak naprawdę ważne. Podczas porannej medytacji nie nastawiam budzika, bo przecież muszę  zdążyć zawieźć dzieci do szkoły. Po prostu medytuję. Podczas biegania nie myślę o tym, aby wrócić o danej porze, gdyż muszę pędzić na lekcje piania. Po prostu biegam, aż się zmęczę. Podczas czytania nie zerkam na zegarek dyscyplinując się, by skończyć. Po prostu czytam.
Żyję, oddycham, spaceruję, gotuję, jem, modlę się. PO PROSTU JESTEM I DOCENIAM TO PROSTE ŻYCIE, KTÓRE WIODĘ. 

Dlatego nie chciałam udzielać rad. Cóż mądrego mogę powiedzieć komuś, kto stracił pracę? Cóż mam powiedzieć matce, której dziecko jest w szpitalu, a ona nie może Go przytulić? Cóż powiedzieć ludziom zamkniętym w swoich małych mieszkaniach bez balkonów? 

Mam dom z ogrodem, mam pracę, środki do życia i jedyne co mi przychodzi do głowy, jeśli chodzi o rady to: „ Z czym do ludzi, Niemczynow?”

Owszem, mój mąż musi pracować, codziennie narażając się na chorobę. Ale czy tylko On jeden? Przecież takich mężów jest wielu. Jedyne, co mogę zrobić, to modlić się za Niego i  posyłać za Nim archanioła Michała ufając, że otoczy Go opieką. 

Ostatnie tygodnie wiele mnie nauczyły. Przypomniały mi wiele prostych prawd, które już dawno znałam, ale znać, a doświadczyć, to dwie różne sprawy. 

1. Wszyscy jesteśmy równi. Niezależnie od tego, jaki prezentujemy status społeczny, jaką wyznajemy wiarę, gdzie mieszkamy. Nieważne, czy jesteśmy sławni, czy nie. Kolor skóry też się nie liczy. Wszyscy obawiamy się o zdrowie swoje i swoich bliskich. Wszystkich nas zamknięto w domach. I co tu po pieniądzach ? Gdzie je wydać? Co tu po sławie?  Gdzie się pokazać? Chociaż… mam wrażenie, że większość ludzi próbuje na siłę przenieść swoje działania do socjal-mediów, aby nic nie stracić. Jakby ten czas był przeszkodą. Nie twierdzę, że nie mamy utrudnień, ale…może by tak wykorzystać go inaczej. Przyjąć go. Po prostu. Zaakceptować.

2. Nie ma zawodów bardziej i mniej ważnych. Wszyscy jesteśmy połączeni. Przypomnij sobie, jak przed pandemią myślałaś/eś o dostawcy chleba. Czy w ogóle zdarzyło Ci się o nim myśleć? Czy był to dla Ciebie intratny zawód? A może był Ci obojętny i kompletnie nie zwracałaś/eś na niego uwagi? No właśnie…a teraz wszyscy na potęgę zaczynamy piec chleby. Drożdże stały się towarem luksusowym. W sklepach trwa walka o dobrą mąkę.

3. Sami tworzymy granice. Nazywamy swoje kraje, mówimy w różnych językach, wydzielamy tereny. Jak to się ma do wirusa? On nie potrzebuje paszportu, ani pozwolenia na wstęp do naszej ojczyzny.  Przemieszcza się jak chce, śmiejąc się z nas. Powiedziałabym, że jest niemową podbijającą świat. 

4.  Zamknięci w domach z nudów zaczynamy więcej gotować. Wreszcie mamy czas na to, by przyjrzeć się naszemu odżywianiu. Zauważamy, że dotychczas karmiliśmy się przetworzonym jedzeniem i nie wypijaliśmy wystarczającej ilości wody. To pewnie dlatego tak często męczyły nas bóle głowy. Teraz zaczynamy dbać o to, co ląduje na talerzu. Czosnek, imbir, miód, stają się honorowymi gośćmi w naszej kuchni. Wreszcie dostrzegamy, jak cenne jest zdrowie. Mimo, że wiedzieliśmy o tym od dawna, teraz zdanie „oby zdrowie było” brzmi jakoś tak inaczej i trafia do nas bardziej. 

5. Wirus przypomniał nam, abyśmy trzymali swoje EGO w ryzach. Bez względu na to kim jesteśmy i za kogo się uważamy, on może nas dopaść i zatrzymać nasz świat raz na zawsze. Uczy pokory, czyż nie? Wręcz krzyczy do nas – Nie bądź taki hej do przodu, bo jutro może być twoja kolej!

6. Im dłużej to wszystko trwa, tym większe odnoszę wrażenie, że  wirus przemawia do na słowami : „Życie jest krótkie”. Mówiąc te trzy proste słowa zmusza nas do refleksji nad tym, co ważne. To nie jest rolka papieru, czy krem na rozstępy. To… 

7…życie rodzinne jest najważniejsze. Zaczynamy myśleć o tym, jak bardzo je zaniedbaliśmy goniąc za „więcej, szybciej, bardziej”. Osobiście zauważyłam, że moje dzieci pochłonięte nauką w dwóch szkołach, nie mają już czasu naukę czegoś takiego, jak chociażby gotowanie. Teraz wreszcie mamy na to czas. Wirus nauczył nas, że nie ilość przyswojonych dziennie niemieckich słówek jest ważna. Ważne jest to, czy w ogóle mamy czas do siebie mówić. Rozmowa typu: Jak tam w szkole? Odpowiedź – dobrze, to nie rozmowa… 

8. Sprzątam dom i zastanawiam się po co mi tyle pomieszczeń. Owszem, jest wygodnie, ale czy czteroosobowa rodzina z psem potrzebuje aż takiej przestrzeni? Po co te wszystkie przedmioty? Wirus pokazuje, jak z pozoru niewiele trzeba do szczęśliwego życia. Trochę jedzenia, woda, ruch na świeżym powietrzu, modlitwa, medytacja. Szczęścia nie zapewni kolejna para spodni, czy nowa kanapa do pokoju dla gości. Po co mi w ogóle ten pokój, skoro tak rzadko ktoś u mnie nocuje? Zapowiedziałam już mężowi, że kolejny dom zbudujemy o połowę mniejszy. Wcześniej nie myślałam o tym…

9. Mam wielkie szczęście wykonywać pracę, którą kocham. Jestem wdzięczna, że mogę mieszkać w dowolnym miejscu na świecie i pisać…ale… książki to nie jest rzecz pierwszej potrzeby i w sytuacji, gdy ludzie tracą pracę i środki do życia, niewielu myśli o ich kupowaniu. Wydawcy nie spieszą się też z publikacjami. Moja nowa książka, która miała mieć premierę w czerwcu, leży i czeka. Bóg wie, kiedy przyjdzie jej czas. Ta sytuacja przypomina mi kruchość wszystkiego. Uzmysławia, że nic nie jest pewne. Ale nie lękam się. Ufam, że wszystko jest po coś. Ostatnio piekąc chleb powiedziałam do męża, że gdyby mi w pisaniu nie poszło, to mogłabym zatrudnić się w piekarni. Co z tego, że mam studia i jakieś tam osiągnięcia na koncie. Niezbadane są wyroki Boskie. Tylko Stwórca wie, do czego tak naprawdę jesteśmy stworzeni. Tylko On wie, do czego nas powołał. Staram się płynąć z prądem. 

10. Wirus wydobywa z ludzi ich prawdziwe oblicza, ukazując bezlitośnie to, jacy są. Zauważyłam ludzi pomocnych, życzliwych, troskliwych, wspierających, ale też takich co sieją zamęt, lęk, frustracje. Od tych drugich staram się trzymać z daleka.

11.Kiedy to wszystko się zaczynało, nie do końca wierzyłam, że aż tak sytuacja się rozwinie. Nie było we mnie lęku, co ogromnie dziwiło mojego męża. Pytał: „Jak możesz nie czytać wiadomości”? A no mogę. Nie lubię się nakręcać. Uważam, że zawsze mamy do wyboru panikę, albo cierpliwość. Wybrałam spokój, modlitwę, ciszę, zadumę. Co to da, że będę śledzić liczbę zachorowań? Przybędzie mi od tego? Raczej nie. No, chyba, że zmarszczek?

12.Kwarantanna może być czasem refleksji, zrozumienia, nowego początku. Ile potrwa? Tego nikt z nas nie wie.  Ostatnio wiele czasu poświęcam na obserwację natury i w związku z tym nasuwa mi się myśl, że przetrwają ci, który potrafią się dostosować. Znów kłania się pokora. Nie jesteśmy niezniszczalni. Obyśmy wzrastali na podstawie zbieranych obecnie doświadczeń. 

13. Kiedy biegam, czuję się urzeczona pięknem natury i tym, jak cudownie radzi sobie bez człowieka. W tym miejscu pozwolę sobie zacytować to, co napisał Eckhart Tolle w „Potędze Teraźniejszości”: „Żadna inna forma życia na kuli ziemskiej nie wie, co to negatywizm. Jest on znany tylko ludziom; żadna też spośród innych form życia nie zadaje gwałtu planecie, której zawdzięcza samo swoje trwanie, ani planety tej nie zatruwa”.
Wycinamy lasy, by w ich miejscu zbudować parkingi. Serce boli. Drzewa znikają z taką samą prędkością jak papier toaletowy z półek, albo i szybciej ?

14. Kiedy byłam mamą samotnie wychowującą synka, ciężko pracowałam. Pamiętam czasy,  w których moje stopy po całym dniu pracy pulsowały z bólu tak bardzo, że nie pomagała im nawet długa kąpiel. Myślałam wtedy „wszystko mija”.
I minęło.

Przemijanie jest dobre. Wszystko kiedyś się kończy. Koronawirus też. To uwalniająca myśl. Powtórzę raz jeszcze – A może to wszystko jest po coś? Może to lekcja dla nas? Czy ją odrobimy, czy weźmiemy ją sobie do serca?
Niech każdy z nas w głębi duszy na to pytanie odpowie. 

Z miłością

Ania

Mogą Cię również zainteresować

10 komentarzy

Agata 21 kwietnia 2020 - 19:13

Pani Aniu ❤ Ten post jest budujący???

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 23 kwietnia 2020 - 14:39

Dziękuję, kochana <3

Odpowiedz
Agata 21 kwietnia 2020 - 19:25

A jak Pani uważa? Kiedy jest ciężko i bardzo dużo wszystkiego na głowie, kiedy nie ma psychicznej siły do nauki.. Mam teraz taką sytuacje.. przede mną wybór studiów.. nie mam pojęcia jeszcze jakich.. myśląc studia, myślę praca.. nie wiem jak bedzie z pracą… nie wiem nawet jak będzie z maturą.. nie wiem czy mam siedziec w ksiązkach i korzystać z wolnego czasu, uczyć się czy może zostawić narazie naukę.. Czasem wszystkiego jest tak dużo, a jak za dużo przygnębiających myśli to i siły brak ? Ale podoba mi się to stwierdzenie, że czasem można puścić kierownicę życia i sobie płynąć z prądem?

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 23 kwietnia 2020 - 14:45

Agatko, nie mamy wpływu na wszystko. To z pewnością trudny czas dla maturzystów. Nie znam odpowiedzi na Twoje pytania. Codziennie modlę się za nas, ludzi. Za służbę zdrowia, nauczycieli, rządzących. Za chorych i zdrowych. Staram się ufać procesowi życia i nie lękać się. Lęk w niczym nie pomaga. Jedynie nasze serce się wtedy kurczy. Tulę Cie mocno, kochana <3

Odpowiedz
Katarzyna 21 kwietnia 2020 - 19:31

Aniu dziękuję za piękne słowa o Kwarantannie też myślę że wszystko dzieje się dlatego że zatraciliśmy siebie w tym pędzie. Świat pogroził nam palecem za Nasze życie w pędzie za zniszczenie przyrody i za brak czasu dla najbliższych dlatego zamknął Nas w domu z rodziną i odcial ad wszystkiego. Zostawił z Naszymi przemyśleniami co tak naprawdę dla Nas ważne. Dziękuję że na nowo mogłam to wszystko odkryć dziękuję za Twoje pisanie za dobre rady.Pozdrawiam Kasia K

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 23 kwietnia 2020 - 14:45

Przytulam Cie do serca, Kasiu <3

Odpowiedz
Ewelina 21 kwietnia 2020 - 23:32

Oj moja droga, znowu pięknie napisane?Dziękuję, dziękuję, dziekuje?PS. Kiedyś jak będę w Bawarii to prześpię się w wolnym pokoju no chyba, że do tego czasu wybudujesz mniejszy?

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 23 kwietnia 2020 - 14:46

Dziękuję, że tu jesteś i czytasz, kochana. Przytulam Cię do serca <3

Odpowiedz
Ann 21 kwietnia 2020 - 23:47

Serio. Wszystko jest po coś ?? Teraz jest spokojniej ?? Proszę to powiedzieć tym wszystkim którzy stracili bliskim , albo lekarzom , pielęgniarkom .Serce pęka , mówi Pani świat się zatrzymał , będzie lepszy , inny ,to minie A co jeśli ktoś właśnie stracił swój cały świat

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 23 kwietnia 2020 - 14:50

Aniu, nie napisałam tego o czym wspomniałaś w komentarzu. Nie wiem, czy świat będzie lepszy, ale wiem, że to, jak go widzimy, jest odbiciem naszego wnętrza. Jeśli będziemy się lękać, zobaczymy tylko lęk. Nic więcej. Wielokrotnie „traciłam” swój świat, lecz życie nauczyło mnie, że w chwilach, gdy coś się kończy, rozpoczyna się coś nowego, pięknego, innego. Warto otworzyć serce i rozwijać w sobie zaufanie. Przytulam Cię mocno, kochana i życzę spokoju mimo wszystko. Pomodlę się za Ciebie <3

Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Ewelina Anuluj odpowiedź