Piszę

“Dziewczyna z Warkoczami” – na życzenie.

Powieść “Dziewczyna z warkoczami”, jest powieścią, którą skończyłam niedawno pisać. Jest “produktem” całkowicie nowym, przed redakcją, jeszcze ciepłym. Nie wiem jeszcze dokładnie, kiedy zostanie wydana. Wierzę, że najszybciej, jak to będzie możliwe. To jednak pozostawiam w rękach Stwórcy bo wiem, że wszystko co jest mi potrzebne, otrzymuję we właściwym dla siebie momencie. 

Prosicie o więcej…To dla mnie takie miłe. Nie pisałabym, gdybym nie chciała się tym dzielić. Dziś zatem dzielę się kolejnym fragmentem. Bawi mnie on, i zarazem skłania do refleksji. Jestem ciekawa Waszych odczuć, po jego przeczytaniu. Piszcie śmiało <3 

“Dziewczyna z warkoczami” – fragment.

Pierwszy raz, w całym swoim dotychczasowym życiu, nie zadzwoniła do rodziców i nie wytłumaczyła się z tego gdzie jest, i o której będzie z powrotem. Patrzyła na jego męskie dłonie obejmujące kierownicę, potem na twarz,  wyraźnie skupioną na drodze.
Nie zapytała dokąd jadą. Było jej to wszystko jedno, byle z dala od codzienności, którą była przesycona. Kochała swoich rodziców ponad wszystko, lecz czasami czuła się, jak napompowany helem balon, który nie uleciał gdzieś daleko tylko dlatego, że ciągle jest przywiązany.
Matka dawała jej więcej luzu, natomiast ojciec…Nie mógł znieść nikogo, kto tylko pojawiał się obok niej. Wiedziała, że gdyby powiedziała mu, iż zamierza sobie zrobić urlop od życia, na kilka dni przed obroną, to zamknąłby ją na klucz w jej własnym pokoju i dla pewności, że nie ucieknie, zakneblowałby jeszcze drzwi szafą.

Odkąd pamiętała, świat jej rodziców zaczynał i kończył się na niej samej – bez wątpienia była kochanym dzieckiem.

– Lubisz lody? – zapytał, wyrywając ją z zamyślenia.
– Jasne, uwielbiam. Potrafię zjeść całe pudło lodów za jednym posiedzeniem, co niestety później odbija się, no wiesz.- wskazała palcem swój tyłek.
– Nie zauważyłem. Wyglądasz doskonale.
– Kłamstwo, ale miłe. – podziękowała.
– Tylko nie mów, że masz kompleksy.

Znała go chwilkę i nie wiedziała, czy może być z nim absolutnie szczera. Nadmierna prawdomówność często obracała się przeciwko niej. Ludzie nie lubią, gdy inni narzekają. Nie lubią u innych kompleksów, gorszych dni i wszelkiego rodzaju depresji. Mamy być cały czas uśmiechnięci, wysportowani i nafaszerowani fit jedzeniem. W przeciwnym razie, zostaniemy wykluczeni poza margines społeczności. 

– Halo, jesteś tam? – odezwał się ponownie – zamyśliłaś się. Może jednak nie jesteś gotowa, na wyprawę w nieznane, z nieznanym facetem.
– Jestem gotowa. Bardziej, niż ci się wydaje. Po prostu zastanawiałam się, czy mam być z tobą szczera. Wiesz, zauważyłam, że wszyscy na początku znajomości przyjmują pewne maski. Udają kogoś, kim nie są.
– Wolę, abyś była sobą.
– Nawet, jak ci powiem, że uważam iż mój tyłek jest za wielki?
– To jest twoje zdanie. Ja tak nie uważam. Nadal podtrzymuję to, co powiedziałem. Bądź sobą i bądź szczera.
– Widzisz, wielu autorów poradników, nie podzieliłoby twojego zdania. W jednym z nich przeczytałam, że nie wolno absolutnie narzekać i mówić o naszych słabościach – przynajmniej w początkowej fazie znajomości. Podobno, mężczyźni nie chcą kobiet z problemami.
– Jeśli twoim jedynym problemem jest za duży tyłek, to jestem w stanie to przeżyć – skwitował.
– A jak bym ci powiedziała, że oprócz wielkiego tyłka, czasami mam lęki, nie wiem co ze sobą zrobić, wydaje mi się, że moje życie kręci się dookoła własnej osi i nic konkretnego mi nie daje, co doprowadza mnie czasami do frustracji tak dużej, że mam ochotę zamknąć się w domu, wskoczyć pod koc i nie wychodzić stamtąd, dopóki wszystko nie minie?
– Odpowiedziałbym, że jesteśmy do siebie podobni – rzekł, bez zbędnego namysłu.
– Tylko mi nie mów, że też uważasz swój tyłek za wielki – roześmiała się szczerze.
– Myślę, że tyłek akurat mam ok. Jestem już na tyle dużym chłopcem, że nie mam problemu z własną cielesnością. Wszystko inne o czym wspomniałaś, absolutnie nie jest mi obce.

Znowu się zamyśliła. Siedziała w aucie mężczyzny, którego znała raptem kilka dni i jechała z nim niewiadomo dokąd.

– Wiesz, bo ja czasami czuję się jak chomik w klatce. Biegam w tym kołowrotku życia tak szybko, że siła odśrodkowa jest tak duża, iż czasami już nawet nie muszę machać nogami, aby czuć ten pęd. Ciągle wzorowa, ciągle najlepsza, ciagle zadbana, jedząca wszystko bez glutenu, bez laktozy, bez cukru…Wiesz, czasami chciałabym wpieprzyć, nie zjeść a właśnie wpieprzyć pączka, i popić go colą.
– Dlaczego tego nie zrobisz? – zapytał.
– Bo potem mam wyrzuty sumienia, że nie jestem taka idealna. Czuję, jak cellulitis biegnie do mojej dupy, o przepraszam, tyłka i chwyta się go swoimi zębiskami i patrząc mi prosto w twarz krzyczy : „NIGDY CIĘ NIE OPUSZCZĘ, NIGDY CIĘ NIE OPUSZCZĘ”.

Oboje wybuchnęli śmiechem. Mikołaj myślał o tym, jaka Paula jest wyjątkowa, a Paula starała się nie myśleć o tym, jak jej infantylne rozważania o sensie życia, wpłyną na ich znajomość.

– Zjedz pączka i niczym się nie przejmuj, jak chcesz, to zatrzymamy się na najbliższej stacji i ci go kupię.
– Nie wiem, chyba nie powinnam. Moja mama, ma świra na punkcie zdrowej żywności. Codziennie ćwiczy, i jest wiesz, taka eko.
– Nie jesteś nią. Jesteś sobą.
– Czasami zapominam kim jestem. Chcąc być miłą dla każdego, gdzieś po drodze gubię siebie. Może zbyt ślepo pędzę za modą? Ten cały fit idealny świat mnie męczy. Faseebook też mnie męczy…W wirtualnym świecie dla innych jesteśmy warci tyle, co ilość lajków, pod naszym ostatnim postem. Dlatego zdecydowałam się z tobą pojechać. Bo mam dość, tej swojej idealności. Mam dość życia pod linijkę i w zgodzie z oczekiwaniami innych. Masz rację, wpieprzę pączka i popiję go colą, i wcale nie taką light, ale taką obrzydliwą z cukrem. Potem beknę jeśli pozwolisz, mogę to zrobić tak, abyś nie słyszał.
– Nie krępuj się. Nic co ludzkie, nie jest mi obce – uśmiechnął się do dziewczyny.

To, co mu wyznała może i było śmieszne, lecz jej wcale nie było do śmiechu. Idealność ją męczyła sprawiając, że z coraz większym trudem łapała oddech, tak potrzebny do życia. Spojrzała jeszcze raz na Mikołaja i postanowiła, że do piątku nie pomyśli o niczym, czym powinna się zająć, a zajmie się wszystkim, czym zajmować się nie powinna.

Nagle poczuła niesamowitą wolność. Oddech w płucach, stał się przyczyną radości, którą przeżyła w trakcie następnych dni. Dni, które miały zmienić jej życie już na zawsze.

Może i była małolatą, na którą nie powinien był zwracać uwagi, może i za te trzy dni przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę, lecz nie zamierzał zawracać z kursu, który obrał godzinę wcześniej. Jego auto mknęło tak szybko, że karoseria rozmywała się na oczach przechodniów. Miał poczucie, iż zostawia za sobą wszystko co przeżył dotychczas i zbliża się ku nowemu. Otwiera się, na nieznane.


Zaskoczyły go jej słowa „Jesteśmy warci tyle, co ilość lajków pod naszym ostatnim postem”. Były nad wyraz przemyślane i dojrzałe jak na słowa dwudziesto-czterolatki. Nie mógł się jednak z nimi nie zgodzić. Nigdy nie był zwolennikiem wirtualnego świata i rządzących nim praw. Jego także zaczynała już denerwować moda na wystawianie zdjęć nagich brzuchów, których kratka wynikała z bycia na niewyobrażalnie trudnej diecie, oraz katowania się jeszcze bardziej niewyobrażalną liczbą treningów.
Oczywiście wszystko sukcesywnie podsycane było motywacjami płynącymi z profili ludzi, którym wystarczyło wysłać za darmo opakowanie białkowej odżywki, aby w poczuciu wdzięczności głosili wyssane z palca brednie o tym, że jeśli nie wykonamy codziennego treningu, zostaniemy uznani za ludzi leniwych i zaniedbanych. Nie dziwił się, że dziewczyna ma tego dość. Ktoś z nieukształtowanym poczuciem własnej wartości, naprawdę mógł mieć problem z oddzieleniem ziarna od plew. Sam kiedyś był uzależniony od bycia perfekcyjnym. Ćwiczył i biegał każdego dnia, bowiem wydawało mu się, że w ten sposób uzyska kontrolę nad własnym ciałem i życiem. Ciało zaczęło szwankować, a życie się rozsypało. Nikt nie pamiętał już jaką miał życiówkę na maratonie, za to doskonale pamiętały ją jego stawy.


– Chce mi się siusiu, czy możesz się zatrzymać? – zapytała.
– Jasne, wytrzymasz do najbliższej stacji, czy mam zatrzymać się w lesie?
– Wytrzymam – odparła i wróciła do swoich rozmyślań.


Jej bezpośredniość była rozbrajająca. Każda siedząca na jej miejscu kobieta powiedziałaby, że „chce skorzystać z toalety”, a ona po prostu nazywała sprawy po imieniu. Chciało jej się siusiu, chciała zjeść pączka i napić się coli, po której mogłaby siarczyście beknąć. Wszystko razem opakowane w wygląd cherubina, dodawało jej niebywałego uroku, któremu nie mógł się oprzeć.
Chwilę potem zatrzymali się na stacji benzynowej. Kiedy poszła do łazienki, on w tym czasie zatankował auto, kupił jej pączka i napój, o którym tak marzyła.


– Może nie jest to pączek najwyższych lotów, ale zawsze pączek – podał jej plastikowe pudełko z zawartością tłustego ciastka, i odkręcił butelkę z gazowanym napojem.
Za radość w jej oczach, zapłacił niespełna dziesięć złotych. Nie pamiętał już, kiedy ostatnimi czasy tak mało wydał na zaspokojenie kobiecych marzeń. Nie przeszkadzało mu, że razem z tym pączkiem zapakowała się do jego wozu. Nie przeszkadzał mu ani jego zapach ani nic, na co dotychczas nigdy w życiu by się nie zgodził. Jadła go z takim smakiem i radością, że za ten widok mógłby zapłacić po stokroć więcej. Kiedy przełknęła ostatni kęs i popiła wszystko colą stwierdziła z przerażeniem: „nie zapytałam, czy chcesz gryza?”. Roześmiał się, informując ją, że gdyby chciał, to by sobie kupił.


Nie odważyła się beknąć, chociaż może jej się nie chciało? A może bała się, że ta czynność pozbawi ją kobiecości. Patrząc na nią, był w stu procentach przekonany, że gdyby nawet zobaczył ją siedzącą na toalecie, pociągałaby go tak samo.


Przez całą drogę nie zapytała dokąd, ani na jak długo jadą. Kręciła się na fotelu dając mu do zrozumienia, że chciałaby już wysiąść. Nieoczekiwanie wyciągnęła lakier do paznokci w kolorze wściekłego euforycznego różu, odkręciła go i zaczęła sobie malować paznokcie. Postawiła odkręconą buteleczkę na desce rozdzielczej auta, za którego równowartość można by było pobudować dom. Zdawała się nie widzieć tego, co ją otacza. Nie robiło to na niej żadnego wrażenia. Była skupiona na sobie i na tym, że właśnie wylogowała się z życia codziennego i zamierza fajnie spędzić czas, bez względu na okoliczności.

Mikołaj bez słowa przytrzymał buteleczkę, która podczas zakrętu, o mały włos nie wylądowała na jego spodniach. Uśmiechnęła się, podziękowała i wróciła do zajęcia. Po wszystkim poprosiła o opuszczenie oparcia fotela, położyła dłonie na kolanach swoich skrzyżowanych nóg, zamknęła oczy i odpłynęła. Wyglądała na szcześliwą. Jej twarz wyrażała głęboką ufność. Przyrzekł sobie w myślach, że jej nie zawiedzie. Choćby niewiadomo co, dla tej dziewczyny był gotów zrobić wiele…Jeśli nie wszystko.


Dziękuję, za poświęcony czas. Wasz czas, na czytanie moich słów, to dla mnie największe wyróżnienie. 

Ściskam ciepło. 

Ania. 

567total visits,2visits today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz rozwiąż zadanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge