W moim świecie

Moje prywatne niszowe szaleństwo – uczucia przed pierwszym maratonem.

Ogromna pokora do dystansu…ogromna pokora dla ciała, którego reakcji na maraton nie znam. Nawet kiedy zabraknie sił, to przecież moje nogi mnie poniosą…choćbym miała się wczołgać…zrobię to, przesunę granice własnej wytrzymałości!!!

Dla mnie bieganie to czas, który na nie znajduję. Moje osobiste niszowe szaleństwo, wolność i eliksir życia. Bieganie jest dla mnie wzruszeniem, wolą walki i wielka miłością. Biegnąc –  z każdym krokiem rodzę się na nowo. Moje biegowe buty – moim osobistym terapeutą. Bieganie zabiera mnie dokładnie tam, gdzie chce być. Oczyszcza umysł, hartuje ciało i duszę. Bieganie bez wątpienia wzmacnia moją psychikę. Ubiera w najpiękniejsze barwy, moją kobiecą wrażliwość. Często obmywa moją twarz łzami wzruszeń i…złości, którą w sobie miewam.

Bywa, że wybiegam z domu zła…bywa, że posprzeczam się przed biegiem z mężem…jednak gdzieś po 6-8 kilometrze, myślę już tylko o tym, jak bardzo go kocham…jak dzięki niemu zmieniło się moje życie. Wiem, że nie jest łatwo ze mną żyć, bo moje życie to jeden wielki trening. Tu nie ma miejsca na urlop, nie ma miejsca na “zrobię to później” – w sporcie liczy się tu i teraz, liczy się każda minuta…o tym jak to jest żyć z uzależnioną od ruchu…mój mąż wie najlepiej…

Kiedy nie wybiegam swoich kilometrów, nie zrobię swojego Tonique – nie umiem być sobą…Sobą staję się podczas treningu. Ruch, bieg, tonique – to przecież moje życie, to moja ucieczka od zwyczajności, której całe życie się obawiałam. Teraz – kocham moje zwyczajne – niezwyczajne życie…kocham moje bieganie, mój fitness..

Bieganie zapewnia piękne kolorowe emocje…po te emocja warto pobiec. Nigdy nie zapomnę tych emocji. Emocji mojego pierwszego półmaratonu. 

Do podjęcia decyzji dojrzewałam długo…przecież w dużej mierze królewski dystans “biegnie głowa”…Czy moja głowa sobie z tym poradzi ? Wierzę, że tak…nie będę tam sama…pojadą ze mną ludzie, dzięki którym moje życie się odmieniło. 

Najpiękniejszy uśmiech przecież ma ten, kto wiele w życiu wypłakał…dlatego też swój pierwszy królewski dystans pobiegnę w mieście, które mnie ukształtowało. Mieście, w którym urodziłam swojego cudownego syna…w mieście, w którym “emocjonalnie umarłam” i…urodziłam się na nowo – w moim mieście – KOŁOBRZEG!!!

Tu wszystko się zaczęło…tu stawiałam pierwsze kroki na sali fitness…tu płakałam i stąd uciekałam..tylko po to, abym kiedyś mogła powrócić, i z dumnie uniesioną głową pokazać – że nigdy nie wolno się poddawać !!! Nawet jeśli Twoje życie legnie w gruzach, nawet kiedy upadniesz tak nisko, że wydawałoby się niemożliwym powstać, nawet jeśli inni ludzie wezmą “na języki” Twoje życie i spiszą je na straty – NIGDY SIĘ NIE PODDAWAJ – WSTAŃ I IDŹ DO PRZODU!!! 

MOŻESZ TO ZROBIĆ!!! TYLKO W TO UWIERZ. Twoją siłą jest wiara…Moją siłą jest wiara…Wiara – to nasza siła…

2 maja 2015 roku – mój pierwszy maraton w Kołobrzegu. 

Dla Ciebie synku, bo dzięki Tobie miałam siłę wstać….

Dla Ciebie córeczko, bo dzięki Tobie nie zmieniłam zdania….

Dla Ciebie mężu…bo…zawsze przy mnie jesteś…znosisz mój dynamiczny charakter i…nigdy nie wiesz jak skończy się dzień, który wspólnie rozpoczęliśmy,bo jestem Twoim nigdy niegasnącym wulkanem…Dla Ciebie  w szczególności….pokornie pokonam ten dystans…Ty wiesz jak bardzo K.C…

Trzymajcie za mnie kciuki 🙂 

Ściskam ciepło

Ania…

IMG_8653

IMG_8648_1

IMG_8659

IMG_8383

927total visits,19visits today

13 komentarzy

  • Gosia

    Aniu normalnie sie popłakałam od mometu: dla Ciebie synku…itd.
    Ty jestes taka prawdziwa. Uwielbiam Cie za to! Oby tak dalej! Trzymam kciuki za maraton ✊
    Run Ania, run!!!

  • Karolina

    poczułam się jakbym właśnie czytała o sobie… Czasem kiedy wszystko się wali jak domino day, patrze na ludzi, którzy nie mogą robi tego co ja.. nie mogą cieszyć się każdą kroplą potu, upuścić swojej złości nie mogą wykonać najprostszego tupnięcia, a my zdrowi nie potrafimy docenić jaki skarbem jesteśmy my sami i nasze talenty. Czasem wszystko przemija, przyjaźń się kończy, ktoś umiera, małżeństwo się rozpada, ale na szczęście mamy coś w czym możemy odpłynąć i być sobą, wyżyć się- sport najlepszy uzdrowiciel, przyjaciel człowieka jesli można byłoby to tak nazwać… Trzymam kciuki za Ciebie ruchliwa kobieto 🙂 tylko pozazdrościć determinacji i wytrwałości :)) całusyyy!

    • Ania H. Niemczynow

      Życie jest tylko jedno…naszym obowiązkiem jest przeżyć je pięknie 🙂 dziękuję za piękne słowa. Buziaki ogromne <3

  • Sylwia ( razem broniłyśmy się u " Ziemniaczka" ) :)

    Aniu, to co napisałaś jest tak piękne i prawdziwe, że aż zapiera dech …. Podziwiam Twoją wolę walki, to jaka się stałaś. Bardzo chciałabym mieć w sercu i w głowie to, co Ty masz 🙂 Wierzę, ze Ci się uda, na pewno 🙂 Kołobrzeg już czeka 🙂

  • aga

    Pięknie to opisałaś 😉 nie można tego lepiej ubrać w słowa 🙂 Trzymam kciuki za maraton 🙂 ja swoją przygodę z bieganiem zaczęłam w sierpniu, z fitnessem 2 lata temu i nie wyobrażam sobie bez tego życia 🙂 mogę być padnięta ale zawsze znajdę siłę by zrobić jeden lub 2 Zwowy, bo najczęściej ćwiczę z Zuzką Light 🙂 Maraton, tyle, że lubelski mam w planach ale jeszcze nie w tym roku…

  • Zbynio

    Witam fajnie ze Pani biega, że duchowo jest Pani silna. Ja przebiegłem 34 maratony i za każdym razem jak dopada mnie kryzys na 35 km , to za każdym razem przepraszam boga za grzechy i obiecuję, że się poprawię aby tylko dał mi ukończyć bieg.

    Pozdrawiam i życzę Pani powodzenia na trasach maratonu. Zbyszek Wróblewski

    • Ania H. Niemczynow

      Panie Zbyszku….nisko się kłaniam…To co Pan napisał jest takie…piękne…po prostu. Często się modlę biegnąc. Dla mnie to czas spotkania z samą sobą. Jeśli Pan pozwoli udostępnię Pańskie słowa na swoim Funpageu na FB. Ku motywacji dla innych biegaczy. Chciałabym kiedyś uścisnąć Pańską dłoń. Jest Pan mistrzem !!!

      Będzie mi miło, jak na przyszłość będzie się Pan zwracał do mnie po imieniu 🙂
      Pozdrawiam serdecznie.
      Ania.

  • Barbara K.

    Witam, podziwiam że ma Pani tyle samozaparacia. Też zabieram się za bieganie, bo to uczy w życiu dużo samodyscypliny i zmienia się cały charakter człowieka. Generalnie warto znaleźć dyscyplinę, która będzie w nas rozwijała umiejętność osiągania celów, samodyscyplinę i wytrwałość. Najcenniejsze są dni, kiedy np. pada deszcz albo jest zimno i nie chce się ruszyć 4 liter, a mimo wszystko wychodzimy “po swoje”. Potem wracając do domu czujemy dumę oraz radość, że daliśmy radę. Takie małe zwycięstwa budują 🙂
    Pozdrawiam
    Barbara K. ostatnio opublikował/ła…Slimette cena i gdzie kupić, apteka czy internet ?My Profile

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz rozwiąż zadanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge