Home KSIĄŻKI „Należy do mnie”

„Należy do mnie”

Przez Anna H. Niemczynow

 

Starannie wyreżyserowany dramat psychologiczny.

Helena, była primabalerina, dla rodziny zrezygnowała z dobrze zapowiadającej się kariery. Jej mąż, Wiktor, nie docenia tych poświęceń, prowadząc podwójne życie u boku enigmatycznej Klary.

Fausti, córka małżeństwa, usiłuje odnaleźć się w rzeczywistości pełnej tajemnic, pozorów i gier wymykających się dorosłym spod kontroli. Dziewczynce z pomocą przychodzi terapeutka dr Mound, za której kunsztem pracy skrywa się bolesna historia.

Czy działanie w imię dobra usprawiedliwia ludzkie uczynki? Czy bezwarunkowa miłość nam służy? Czy może bywa przekleństwem?

„Należy do mnie” to poruszająca opowieść o tym, jak trudno poznać kogoś do końca. Czule i wymownie naszkicowany słowem świat rozpaczliwych wyborów i dróg, z jakich nie można zawrócić.

Książka do nabycia tutaj

2 komentarze

Tomek 10 lipca 2024 - 16:16

„Więc zabierz mnie do tamtych miejsc, Gdzie pędził czas w rytm naszych serc”… Pani Aniu, zabrałem Pani książkę na czas tegorocznego urlopu — pojechałem tam, gdzie się wszystko zaczęło — do tamtych miejsc, gdzie rozkwitała moja miłość do żony. Wraz z retrospekcjami w „Należy do mnie”, po ponad roku od naszego rozwodu wracały do mnie treści rozdziałów, które okazały się ciągle nie zamknięte… Zrozumiałem, że ciągle czekam, by z tych ust najdroższych usłyszeć: „Więc zabierz mnie pod tamten dach. Gdzie pachnie chleb, gdzie cisza gra. A każda z nut brzmi tylko nam”… Ciągle marzę, że otworzę drzwi i w progu naszego mieszkania zobaczymy z córką jej mamę a moją żonę. Nie wiem co ją odprowadzało do furtki ponad cztery lata temu… może jak Wiktor pocałowała dłoń i dotknęła fasady budynku…? Z początkiem tego roku zakończyła się moja walka o małżeństwo, o rodzinę… a pamiętam, jak przed rokiem my staliśmy przed budynkiem sądu. Objęcia, pocałunek i nadzieja, że TO przed chwilą nic przecież nie znaczy, bo przed Bogiem przysięgaliśmy sobie Miłość… A jednak się nie udało… „Pytasz ale znasz odpowiedź. Czekasz ale nic nie zrobię” – tak dziś brzmi odpowiedź na moje pytania, na moje nadzieję… Pamiętam ten wieczór, kiedy przed czterem laty żona wyprowadziła się z naszym synem i zamieszkała wraz z „przyjacielem”…, zostałem z córką (dziś studentką), z żalem, z poczuciem bezsilności i pytaniem do Boga – gdzie teraz jesteś? …i ciszą, której niemy jęk słyszę do dzisiaj… Mam podobnie jak Pani pragnienie, by coraz więcej było tych, którzy rozumieją, że „nie buduje się szczęścia na cudzej krzywdzie”, że „Miłość to wybór i obietnica, i trwanie w tym, czemu chcemy się poświęcić”. Być może właśnie kluczem do szczęśliwego małżeństwa jest być dla siebie „kumplem, przyjacielem, mężem” [żoną]? Pani książka zostawiła trwały ślad w moim sercu. Jest też już pierwsza osoba, którą obdarowałem kolejnym egzemplarzem. Może warto, by od tej książki zaczynała się refleksja wszędzie tam, gdzie pojawiają się pierwsze skazy, z pozoru niewinne zdrady, zaniedbania…? Niechaj będzie ostatnią deską ratunku dla tych, którzy stoją na krawędzi przepaści i zastanawiają się [jeszcze], czy opłaca się w tę przepaść skoczyć…
Dziękuję Pani — jestem przekonany, że wielu mężczyzn sięga po Pani książki — może [jak ja] wtedy, kiedy nie możemy już kochać, ale zwyczajnie chcielibyśmy zrozumieć…

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 30 lipca 2025 - 11:38

Popłakałam się czytając Pana słowa. Jestem tak ogromnie wdzięczna za to, co Pan napisał. Nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania…Pańskie słowa ogromnie poruszyły moje serce <3 Dziękuję.

Odpowiedz

Zostaw komentarz