Home MAGIA CODZIENNOŚCICICHE CUDA O byciu ojcem

O byciu ojcem

Przez Anna H. Niemczynow

Coraz więcej matek w pewnym momencie swojego życia staje się i matką, i ojcem dla swoich dzieci. Tak było też w moim przypadku. Chociaż z każdym dniem dobrego, spokojnego życia coraz bardziej zaciera mi się w pamięci czas, gdy byłam samotnie wychowującą dziecko mamą, to dobrze pamiętam co czułam na początku tamtej podróży. Był to strach i przerażający lęk, który uniemożliwiał oddychanie pełną piersią. Strach o to, czy podołam wychowaniu małego chłopca i jak, będąc subtelną kobietą nauczę Go bycia mężczyzną. Urodziłam syna w bardzo młodym wieku. Miałam zaledwie dwadzieścia dwa lata. Tata Remika był ode mnie dziesięć lat starszy i pamiętam, że z tego względu uważałam za pewnik, iż  uda nam się stworzyć dobrą, szcześliwą rodzinę. No bo przecież starszy mężczyzna jest zwykle bardziej dojrzały, bardziej odpowiedzialny. Jak pokazało życie, moje przekonania w tym właśnie przypadku były mylne. Nasze małżeństwo z różnych przyczyn, leżących po obu stronach, nie przetrwało. Miałam zaledwie dwadzieścia siedem lat, jak zostałam samotnie wychowującą dziecko mamą. Kiedy wracam pamięcią do tamtych czasów, przypominam sobie pracę w Urzędzie Miasta Kołobrzeg i to, że na moim biurku stało zdjęcie synka. Tuż po rozwodzie patrzyłam na nie i jedyne, co przychodziło mi do głowy to to, że wychowa się bez ojca. Myślałam o tym, jak zdołam nauczyć Remika tych wszystkich rzeczy typu gra w piłkę, jazda na rowerze, wbijanie gwoździ itd. Jak sobie poradzę? Byłam gotowa zrobić wszystko, by tylko ratować związek z Jego tatą. Nawet po rozwodzie próbowałam go jakoś połatać, właśnie dla dobra dziecka, ale… wyszło jak wyszło. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że czeka mnie coś lepszego, coś co sprawi, że urosną mi skrzydła i uwierzę w moje marzenia. Wyrzucałam sobie, że to przeze mnie. Jeśli ten post czytają kobiety będące w podobnej sytuacji, na pewno wiedzą o czym mowa. Kobieta zadaje sobie milion pytań o to, czy mogła coś zrobić inaczej.

Takim trudnym momentem był dla mnie dzień mamy i taty organizowany w przedszkolu. Odbywało się przedstawienie, na które zostali zaproszeni rodzice. Mój synek mówił wierszyk, a ja, jako ta dumna mama siedziałam jak zawsze w pierwszym rzędzie i ze łzami w oczach oglądałam Jego wystąpienie. Po wszystkim była kawa, ciastka, świętowanie i…kiedy uroczystość dobiegła końca i wsiedliśmy z Remigiuszem do samochodu, wtedy On zapytał mnie: „Mamusiu, dlaczego my jesteśmy samotni?”.

Przepłakałam całą noc. Dlaczego jesteśmy samotni? Dobry Bóg raczył to wiedzieć.

Odpowiedziałam synkowi, że nie jesteśmy samotni i nigdy nie będziemy, bo mamy siebie. Tylko to wtedy przyszło mi do głowy.

Wrażliwa kobieta tuż po rozpadzie związku małżeńskiego zadaje sobie pytania o to, czy jeszcze kiedykolwiek pojedzie na wakacje z rodziną. Taką, w której jest mama, tata i dziecko. Czy ugotuje jeszcze kiedyś obiad dla więcej niż dwóch osób. Czy będzie miała się z kim cieszyć sukcesami dziecka ze swojego pierwszego związku, albo czy będzie miała z kim płakać, kiedy coś pójdzie nie tak.

Zadawałam sobie te wszystkie pytania. Te i wiele, wiele innych. Nie znałam odpowiedzi na żadne.

Aż wreszcie pojawił się On. Ot tak, po prostu. Czy się spodziewałam? Ależ oczywiście, że nie. Przemek znalazł mnie w internecie. O tym, jak to się stało napisałam w powieści „Zostań ile chcesz” – zachęcam do lektury <3 
Bardzo trudno było mi zaufać. Każdy kolejny mężczyzna w życiu kobiety cierpi za błędy poprzedników. Kobiety boją się, że nigdy nie znajdą odpowiedniego ojca dla swojego już narodzonego dziecka i ten strach do tego stopnia ich paraliżuje, że wolą być same. Bo co, jak się nie uda?

A co, jak się uda?

Powoli, miesiąc po miesiącu, tydzień po tygodniu, dzień po dniu otwierałam serce na nowego mężczyznę w moim życiu. Otwierałam serce na życie takim, jakie ono jest. Bo jest piękne! Otwierałam serce na mężczyznę, który robił wszystko, by tylko zaskarbić sobie zaufanie mojego syna, bo wiedział, że to przez serce tego małego człowieka wiedzie droga do mojego serca. Nie mylił się. Jeden fałszywy ruch mógł wtedy zmienić wszystko. Remik był dla mnie najważniejszy i nade wszystko pragnęłam Go chronić. Nie chciałam kogoś, kto załata dziurę. Pragnęłam być z meżczyzną odpowiedzialnym za swoje słowa. Takim, który jak mówi, że zadzwoni, to zadzwoni. Takim, który jak mówi, że przyjedzie, to przyjedzie. Takim, który zawsze odbiera telefon, szanuje i wspiera. Takim, na którego można liczyć. Co tu dużo mówić, szukałam mężczyzny z jajami. Po prostu. Modliłam się o kogoś takiego w swoich nieporadnych rozmowach z Bogiem. Wysłuchał mnie, chociaż nie raz się z Nim kłóciłam i pytałam „dlaczego akurat ja?”

…a dlaczego nie, Ania? Kim ty jesteś, aby uważać się za lepszą?

To, co było, to było. Trzeba było pójść naprzód. Spróbować zaufać. Zaufałam, mimo wszelkiej logice. Dziś z perspektywy czasu wiem, że byłam prowadzona. Boska opatrzność nade mną czuwała, dając wsparcie i błogosławieństwo. Wyszłam za mąż za Przemysława i…

To On nauczył Remika tych wszystkich rzeczy, o które się martwiłam. Nauczył Go jeździć na rowerze, pomagał Mu w lekcjach, składał z Nim lego technic. Chodził do szkoły wykłócać się w Jego obronie, kiedy było trzeba. Rzucał wszystko, by ratować mojego syna z opałów. Naszego syna…

Mężczyźni podobno nie chcą kobiet z dziećmi. Nie wiem, czy to prawda. Tak mi mówiono, gdy brałam rozwód. Może dlatego, by mnie wystraszyć? Każdy wypowiada się tak, jak podpowiadają mu jego własne przekonania.

Ja mam inne doświadczenia. Uważam, że na świecie jest wielu wspaniałych mężczyzn, którzy są doskonałymi ojcami dla swoich niebiologicznych dzieci. Mój Przemysław jest tego przykładem.

Często przysposobiony tata jest lepszym ojcem niż tata biologiczny. Wystarczy rozejrzeć się dookoła – ileż jest cudownych patchworkowych rodzin. Czy to nie wspaniałe, że jednak wszystko dobrze się skończyło?

Wszystkim tatusiom, absolutnie wszystkim, wszystkiego co Naj, Naj, Naj w dniu Ich święta. Wszystkiego naj dla Ciebie mój mężu, Przemysławie. Dziękuję za to, że się starasz, za to, że umiesz przeprosić, gdy coś nie wyjdzie. Dziękuję za Twoje serce i bezkresne zaangażowanie w wychowanie Naszych dzieci. Bóg zesłał mi Ciebie w darze.

NAJLEPSZYM PREZENTEM, JAKI OJCIEC MOŻE DAĆ DZIECKU JEST…KOCHANIE JEGO MATKI.

Tatusiowie obecni i przyszli proszę, pamiętajcie o tym.

 

Z miłością

Ania

 

 

Mogą Cię również zainteresować

6 komentarzy

Inka 23 czerwca 2020 - 15:29

Pięknie napisane ♥️Remigiusz na zdjęciach podobny do „swojego” Taty 😘

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 24 czerwca 2020 - 13:50

Dziękuję całym sercem <3

Odpowiedz
Barbara 24 czerwca 2020 - 14:26

piękny tekst, cudowna Rodzinka – a zdjęcie Przemysława i Remika – mega! pozdrawiam słonecznie!!

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 1 lipca 2020 - 14:57

Basiu, dziękuję całym sercem <3

Odpowiedz
Gabrysia 24 czerwca 2020 - 14:29

Wczoraj skończyłam czytać wspomnianą książkę, a jednak historia prawdziwa… Piękna historia – wszystkiego cudnego dla Was

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 1 lipca 2020 - 14:57

Dziękuję całym sercem, Gabrysiu <3

Odpowiedz

Zostaw komentarz