W moim świecie

Półmaraton Gryfa – bieg kolorowych emocji !!! Mój debiut :-)

Mówią, że im dłużej przygotowujesz się do biegu, tym większą masz z niego frajdę i…oczywiście pobiegniesz lepiej. Ja przygotowywałam się do mojego debiutu 9 miesięcy. Zaczęłam w grudniu 2013 roku, aby 31 sierpnia 2014 roku wystartować. Zaczęłam od zera…Nigdy wcześniej nie przebiegłam dystansu dłuższego, niż wynosi bieg z kanapy do lodówki, w przerwie na reklamy smiley. Zawsze byłam aktywna, ale do biegania jakoś nie było mi po drodze.  Zaczęłam biegać pod wpływem chwili – bo to jedyny czas, kiedy jestem sama z moimi myślami, kiedy bezkarnie mogę słuchać mojej ulubionej muzyki i …bujać w chmurach z moimi marzeniami. Moim postanowieniem noworocznym na rok 2014 było..przebiec  Półmaraton Gryfa !!!

Nie miałam żadnego planu treningowego. Nikt też mnie nie prowadził i nie podpowiadał jak biegać, jak trenować, żeby wypaść dobrze. Uczyłam się i uczę na własnych błędach. Czytałam fachową prasę i książki, w których ktoś pięknie napisał o bieganiu…i tak czerpałam wiedzę i motywację. Biegałam średnio trzy razy w tygodniu, dwa biegi krótkie (do 10 km) i jedno długie wybieganie ok 15 – 17 km. Jak dla mnie wystarczyło, aby debiutować z czasem 1.45.23 🙂 Jak  na moje obecne możliwości magicznym, zachwycającym i piękniejszym od moich marzeń. 

Przed startem byłam bardzo zdenerwowana i…milcząca. Stojąc w tłumie słuchałam rozmów innych biegaczy, ich planach na “życiówki”, oraz strategiach rozpisanych w czasie…ja miałam swój prywatny plan działania – DAĆ Z SIEBIE ABSOLUTNIE WSZYSTKO !!! 

3,2,1 i START!!! Tłum był tak ogromny, że pierwsze kilometry biegłam walcząc o miejsce na trasie. Dookoła praktycznie sami panowie, przy których wyglądałam jak mrówka przy słoniu. Mój osobisty prywatny mąż i paparazzi w jednej osobie, nie zdołał zrobić żadnego zdjęcia jak przekraczam linię startu. Wir biegaczy mnie wciągnął!!! 

Dopiero w okolicach piątego kilometra zbaczyłam moich kibiców. Wzruszenie było tak ogromne, że nie mogłam złapać tchu. Machałam do mojej mamy i synka smiley.

Udało mi się przesłać “buziaczka” mężowi, po czym łzy zakręciły mi się w oczach. To była nasza magiczna chwila. Jeden moment, w którym “biegliśmy razem”.

…i pobiegłm dalej…

Kim byłby człowiek, gdyby nie inni ludzie? Możliwość dzielenia radości pasji z bliskimi, jest dla mnie rzeczą niewiarygodną. Miałam najlepszych kibiców pod słońcem !!! Mama (najbardziej zapłakany kibic imprezy) i synek!!!

Kiedy piszę o magii biegania, często w odpowiedzi na moje posty czytam – “nie mam czasu”, “mam absorbujące dzieci”, “po pracy padam”,”ty Ania masz tego czasu więcej”… Ciągle odpowiadam “dla chcącego – nic trudnego”. Na trasie spotkałam wielu barwnych ludzi, z którymi nie trzeba było rozmawiać, aby zachwycić się ich życiem i pasją, którą “przesiąkają” ich dzieci. Pan z bliźniakami – był kolorowszy niż tęcza smiley, a jego dzieci – zachwyciły każde napotkane po drodze oczy heart.

Nigdy nie porównuję się do nikogo. Nigdy nie oceniam, ile kto ma czasu na trening. Doba każdego z nas trwa jednakowo 24 godziny. Każdy z nas ma obowiązki. Praca, dom, rodzina. Nie zazdroszczę sukcesów, lecz podziwiam za trud, determinację i wolę walki zwykłych – niezwykłych ludzi. Uważam, że najpierw trzeba by było “założyć czyjeś buty”, aby dać sobie prawo do oceny cudzego sukcesu.

Zawsze kiedy biegnę, absolutnie ZAWSZE!!!…dziękuję Bogu za zdrowe nogi…za to, że mogę. Dostałam od życia tak dużo!!! Wdzięczność przepełnia mnie całą…Jako pedagog i osoba bardzo uwrażliwiona na innych ludzi…kolejny raz podczas biegu miałam łzy w oczach, jak zobaczyłam radość i pasję w tym pięknym człowieku. Uśmiechał się do mojego synka, który przybijał “piątki” biegaczom smiley. Dla mnie był i jest BOHATEREM!!! Jesteśmy tacy, jak o sobie myślimy i znaczymy tak wiele, jak wiele potrafimy dać z siebie innym. Mimo, że nie zamieniłam z tym człowiekiem słowa, dostałam od niego niesamowitą ilość motywacji i wiary, że nie ma rzeczy niemożliwych. Ograniczenia tworzymy tylko w naszych głowach. 

Drugie spotkanie moich kibiców przypadło na 14 kilometr mojego biegu smiley. Zdążyłam “wykrzyczeć” – wystawcie ręce!!!… i otrzymałam energię płynącą z najbardziej życzliwych mi serc na świecie – mamy i synka heart.

Ten moment sprawił, że otrzymałam “skrzydła anioła” – który pobiegł ze mną dalej !!!

Prawdziwa walka zaczęła się na 16-17 kilometrze…Zaczęłam biec szybciej w głowie mając cel…pobiec poniżej dwóch godzin. Nie ukrywam – byłam zmęczona, ale siła marzenia była tak silna, że nogi niosły mnie same. O czym myślałam? O moich dzieciach…o tym, że dzięki nim jestem taka, jaka jestem. Dzieci mnie ukształtowały. Chcę być dla nich przykładem. Marzę aby ich wspomnienia z dzieciństwa były przepełnione pasją, bo to ona, obok miłości – nadaje życiu sens. Myślałam – dałaś życie dwojgu pięknym dzieci – Twoje ciało poradziło sobie z trudami ciąży i porodów –  czym więc jest te “marne” 5 – 6 km ? DASZ RADĘ !!! Pobiegłam… Na ostatnich metrach biegu wyglądałam tak : 

Ręce w górę !!! NADESZŁO MOJE OSOBISTE ZWYCIĘSTWO !!!

Przebiegłam metę i byłam niesamowicie wzruszona…Tak, popłakałam się z radości. Moje słabości i lęk przed porażką zostawiłam wiele kilometrów za sobą. Stałam się silniejsza nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim mentalnie. Bieganie zmienia ludzi. Pozwala dostrzec inną perspektywę życia, lepszą i bardziej cierpliwą…

Bieg w towarzystwie tysięcy fascynujących ludzi, “kosztował” wiele godzin godzin treningu w…samotności. Nie zawsze się chciało. Padał deszcz, było zomno, bolały nogi, leciał fajny film, ciekawa książka zachęcała zapachem drukarni, który kocham…Trenowałam po to, aby móc przeżyć to co przeżyłam. Walczyłam o każdy krok. Bieganie tak bardzo zbliża. Nawiązujemy piękne przyjaźnie i…spotykamy ludzi, z którymi dorastaliśmy. Ogromną radość sprawiło mi spotkanie znajomych z mojej rodzinnej miejscowości Wolin. Madzia z mężem Danielem i Kornelia – tak jak ja poczuli te emocje. Mogliśmy przeżyć je razem. BO BIEGAMY !!! Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się nie tylko “na trasie”, ale też w życiu prywatnym. Będziemy się śmiać i rozmawiać oczywiście o bieganiu, ale nie tylko wink.

Zawsze powtarzam – kim byśmy byli gdyby nie inni ludzie ? Robiąc coś dla siebie dostarczamy piękne emocje swoim bliskim. Integrujemy się i spędzamy razem czas. Przeżywamy życie w pełni. Tego dnia czułam, że moja mama pęka z dumy !!! …jej radość była piękna heart.

Nie udałoby mi się przebiec, gdyby nie moja rodzina, która wspierała mnie nie tylko podczas półmaratomu, ale przede wszystkim podczas przygotowań do niego. Pot, zmęczenie, zniechęcenie, czasami też walka o motywację. To nie spadło mi z nieba. Na każdy krok uczciwie zapracowałam. Po to, by móc z podniesioną głową przebiec linię mety, a nie się na nią wczołgać wink. Mój mąż i syneczek….dumni mężczyźni !!! Pierwsi kibice!!! Gratulacjom nie było końca smiley.

Jestem osobą nad wyraz ambitną, pracowitą i bardzo wymagającą od siebie samej. Kiedy euforia opadła…ja pomyślałam – mogłaś pobiec jeszcze lepiej !!! Najtrudniej jest mi zadowolić siebie samą, w związku z czym, czasami trudno mi się żyje smiley. Moim wielkim marzeniem jest przebiec kiedyś maraton. Powoli, cierpliwie i krok po kroku POKONAM TEN DYSTANS!!! Bo jeśli czegoś bardzo pragniemy i pracujemy na to z całych sił, to musi się udać. 

Nigdy nie wątp w swoje marzenia. Ludzie, którzy mówią, że nie dasz rady – niech będą dla Ciebie dodatkową motywacją. Uwierz w siebie i w swoją siłę. Nie ma nic bardziej budującego od wiary. Uwierz więc, kochaj, trenuj i żyj!!!  

BO ŻYCIE JEST PIĘKNE heart

Tobie Fit Ania

958total visits,1visits today

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aby dodać komentarz rozwiąż zadanie * Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

CommentLuv badge