Home MAGIA CODZIENNOŚCICICHE CUDA O włamaniu do własnego domu, dziurawej oponie i dorastaniu.

O włamaniu do własnego domu, dziurawej oponie i dorastaniu.

Przez Anna H. Niemczynow

Ten post miał się pojawić w niedzielę wieczorem, najpóźniej w poniedziałek po południu. Jest wtorkowe popołudnie a ja właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że jeśli go nie napiszę, to raczej nie pojawi się już na blogu.

W przerwach między urlopami praca zdaje się nie mieć końca. Przez nasze ciągłe przemieszczanie się zaległości w domu również narastają i czasami nie wiem, w co mam wsadzić ręce. To bywa frustrujące. Może dlatego właśnie wczoraj totalnie opadłam z sił i najzwyczajniej w świecie uznałam, że nie dam rady, i…położyłam się na drzemkę w środku dnia.

Nie robię tego nigdy. Nie pamiętam, kiedy robiłam to po raz ostatni, ale po tym, jak zasmakowałam tej dobroci uznałam, że powinnam zdecydowanie praktykować to częściej. Macie czasami tak, że ile byście nie robili, obowiązki zdają się nie mieć końca? Ja tak mam.

Starając się żyć świadomie i próbując każdego dnia wyhamować i chociażby poczytać chwilę książkę, czasami zdaję sobie sprawę, że nawet to wyhamowanie muszę zaplanować, w przeciwnym razie nici z niego 🙂

Ale ja miałam Wam przecież napisać o tym że… No właśnie.

Dzieci rosną zdecydowanie za szybko. Ja, kobieta od niedawna czterdziestoletnia, łapię się na tym, że rozmyślam o przemijaniu. Nasz syn ma już prawo jazdy i w miniony weekend kupił sobie swój pierwszy samochód, na który oszczędzał latami udzielając korepetycji. (no, co nieco mu dołożyliśmy 😉 )

Kiedy to minęło? Nie mam pojęcia.

Dziś pojechał po raz pierwszy sam do szkoły i obiecał mi, że jak dojedzie, to zadzwoni. Oczywiście nie zadzwonił, a ja gotowa byłam wpaść do niego na lekcje, aby sprawdzić, czy oby na pewno wszystko okej. Na szczęście odebrał telefon i uspokoił mnie. Uff… Czy są tutaj mamy, które mają dorosłe dzieci i wciąż nie potrafią odciąć pępowiny? Jeśli tak, odezwijcie się w komentarzach.  Świadomość tego, że nie jest się samym potrafi przynieść wielką ulgę.

Nasza córeńka też dorasta. O zgrozo! Powinnam się cieszyć, ale jakoś tak… dziwnie mi ze świadomością, że czas pieluch i spacerków z wózkiem mam już za sobą. A teraz byłoby tak fajnie. Teraz kupiłabym sobie wymarzony wózek (bo mnie w końcu stać) a nie taki z komisu, tudzież z ogłoszenia. Tak, wiem, że celebrytki rodzą dzieci po czterdziestce, ale ja już nie urodzę…

Córeńka miała w niedzielę występy, które z powodu pandemii odkładane były przez trzy lata. Ogromnie się na nie cieszyła. Tata kupił jej zieloną koszulkę na Amazonie, a mama (czyli ja) zrobiła pierwszy w życiu makijaż. Lili była wniebowzięta, mama poruszona, a tata zagubiony. No bo jak? Mała Lili w makijażu? A jednak…

Lili zapomniała nam przekazać, że na występ trzeba sobie było wcześniej zamówić bilety. Przy wejściu okazało się, że możemy takowe nabyć, lecz oczywiście pierwsze rzędy zostały wyprzedane. Dzięki determinacji naszego syna ostatecznie wylądowaliśmy w jedenastym. Na szczęście nie było tak źle i widziałam wszystko doskonale. Na tyle doskonale, by niejednokrotnie się wzruszyć. Najbardziej widziałam ten makijaż mojej córeńki i myśl, że ONA DORASTA SKAKAŁA MI PO GŁOWIE, jak rozwścieczony koń.

Było przepięknie! Na tyle pięknie, że po wszystkim zapragnęłam zabrać „malutką” na lody. Wyjeżdżając z parkingu podziemnego w centrum miasta, gdzie mieszkamy, usłyszałam huk. Co to było? – zapytałam męża.
Wzruszył ramionami, wykrzywił usta w podkowę i…pojechaliśmy na te lody. Po lodach obowiązkowo sesja zdjęciowa, no bo jak? Mam nie mieć zdjęcia z córeńką w dniu jej występu?

Niemożliwościowe! – jakby to powiedział tygrysek z bajki o Kubusiu Puchatku.

Musicie wiedzieć, że na brzmienie słowa „zdjęcie” mój mąż dostaje białej gorączki. Tak było i tym razem.

„Zrobimy to szybciutko, proszę, proszę” – zaskomlałam. Zgodził się i pstryknął kilka ujęć łaskawie, a potem ja dostrzegłam, że…z tego pośpiechu nie zamknęłam torebki do zdjęcia. Jak przystało na perfekcjonistkę, wkurzyłam się. Wstęp córeńki a ja mam takie fatalne zdjęcie z Nią. Sapnęłam i…mąż znów się zlitował.

–  Okej – powiedział – w drodze do domu zatrzymamy się na polu i pstrykniemy te kilka zdjęć, jeśli tak bardzo ci na tym zależy.

Jak zapowiedział, tak zrobił. Uśmiech powrócił na moją twarz. Zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie z córeńką, oraz jedno, na którym jesteśmy w trójkę. Co za radość! Ja, królowa zdjęć, poczułam ogromną satysfakcję. Cała w pąsach rozsiadłam się w aucie i w atmosferze radości wróciliśmy do domu. Śmiejąc się i rozmawiając wjechaliśmy do garażu, wysiedliśmy z auta i wówczas mój mąż nacisnął włącznik uruchamiający zamknięcie bramy garażowej. Niby nic takiego, niby zwykła rzecz..owszem, zwykła, pod warunkiem, że ma się klucz od domu w kieszeni tudzież w torebce, a nie w zamkniętym w garażu samochodzie.

Ci wszyscy, który pieją z zachwytu zawsze wtedy, kiedy w moich social – mediach pojawia się Przemysław, musieliby Go zobaczyć w tamtym momencie. Oszczędzę szczegółów. Napiszę tylko, że mąż kazał nam usiąść w ogrodzie i zakazał nam odzywania się do siebie. Siedzieliśmy więc cichutko, udając, że wcale nie jest nam zimno, mimo, że pi…ło, jak w kieleckim;-)

Psy, które przez okno dostrzegły nas w tym ogrodzie, dostawały obłędu. No bo jak to tak nie móc się przywitać z rodzinką? Skakały na szybę okna i ujadały, jakby ktoś je ze skóry obdzierał 🙂 W tym czasie mój mąż włamał się do naszego domu przez moje biuro, gdyż jako jedyna zostawiłam otwarty lufcik i jako jedyna z całej rodziny mam swój pokój na parterze.

Włamywaliście się kiedyś do własnego domu? Ja nigdy. Ale jak to mówią, zawsze musi być ten pierwszy raz. Swoją drogą przeraziła mnie nieco myśl, że wystarczy kwadrans, aby rozwalić uchylone okno i wejść do środka. Ludzie kochani nie zostawiajcie otwartych lufcików. No chyba, że tak jak my macie w planach zamykać klucze od domu w garażu 🙂

Może to wszystko przez to roztargnienie dorastaniem dzieci? Sama nie wiem…

W każdym razie wracając do tego huku, który rozległ się na podziemnym parkingu. Czy zdziwi kogoś wieść, że jego następstwem był poranny kapeć w tylnej oponie? Przemysław chciał pojechać po bułeczki dla nas i ledwie wyjechał z garażu, jak w aucie włączyły się wszystkie kontrolki świata.

–  Występy Lili zapamiętamy bardzo długo – wyznał, kiedy tylko mnie zobaczył. – Włamanie do własnej chaty, dziura w oponie, żyć nie umierać! W gruncie rzeczy, zawsze mogło być gorzej 😉

Dobrze, że mamy siebie. Dobrze, że w tym całym obłędzie potrafimy się z tego śmiać. Dobrze, że dzieci jeszcze nie dorosły do końca i mieszkają z nami. W przeciwnym razie od kogo byśmy pożyczyli auto, aby pojechać po bułki, jak nie od syneczka?  Bambino Śmigły Junior, czyli samochód syneczka, przydał się w drodze do piekarni. I to jak się przydał 🙂

W kupie siła, kochani. Życie, zwolnij trochę, proszę!!! Rodzino, trwaj jak najdłużej w nienaruszonym składzie.
Nie chcę, by dzieci dorastały, ale wiem, że czas jest bezlitosny. Dlatego dziękuję, dziękuję, dziękuję za wszystko.
Za włamanie do własnej chaty i kapcia w oponie również 🙂

 

Wasza Ania

PS Zdjęcie z otwartą torebką wcale nie jest takie złe. Sami powiedzcie 🙂

 

 

Mogą Cię również zainteresować

6 komentarzy

Beata 12 lipca 2022 - 15:37

Cudownie się czyta wszystko,co Pani napiszę.Chcę więcej ….dlatego pędzę dziś do Empiku po Pani książki .Może będę miała szczęście 🤗Pozdrawiam Beata

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 12 lipca 2022 - 15:43

Kochana Beatko, dziękuję Ci z całego serca. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że mnie czytasz. To dla mnie wyróżnienie. Po stokroć dziękuję 🙂 Proszę, pisz/mów mi po imieniu. Będę uradowana <3

Odpowiedz
Agnieszka 12 lipca 2022 - 15:39

Aniu mój syn ma 20 lat i tez za każdym razem jak wyjeżdża z domu na uczelnie czy gdzie indziej prosze by tylko mi napisał że dojechał bezpiecznie 😉
Taka ze mnie matka Polka a co! Ale powiem Ci ze moje znajome tez maja takie same wymagania wobec swoich dzieci . Wiec chyba nie jest ze mna tak źle 😉
Pozdrawiam gorąco !!! Buziaki dla całej rodzinki

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 12 lipca 2022 - 15:45

Agą, pocieszyłaś mnie. Ja powtarzam moim dzieciom, że nie ma jak u mamy 🙂 Nie jest z nami źle ha ha ha 🙂 Uściski dla Ciebie i dziękuję, że tu jesteś 🙂

Odpowiedz
Beata 12 lipca 2022 - 15:43

Obserwuję od niedawna Pani profil na fb i wszystko to ,co Pani pisze mnie zachwyca.Dziś wybieram się do Empiku i mam nadzieję,że dopisze mi szczęście i kupię chociaż jedną Pani książkę 🤗Pozdrawiam Beata

Odpowiedz
Anna H. Niemczynow 12 lipca 2022 - 15:54

To dla mnie ogromna radość. Nawet nie wiesz, kochana, jak bardzo ucieszyłam się z Twojego komentarza. Proszę, mów/pisz mi po imieniu <3 Mocno tulę Cię do serca i wierzę, że Empik nie zawiedzie 🙂

Odpowiedz

Zostaw komentarz